niedziela, 29 marca 2015

Rozdział 14

Dzięki waszym komentarzom piszę to opowiadanie. One mnie motywują ❤❤ A teraz jest ich mało, bardzo mało. Nie wiem co o tym myśleć. Może tak beznadziejnie pisze ?? A może wam coś innego się nie podoba ?? Jeśli tak jest to napiszcie o tym w komentarzu,a ja postaram się to zmienić.

Daria •﹏•

- Puść mnie !!! - krzyknęłam przez łzy. Jednak blondyn nie reagował. Zaczęłam bić go, próbować się oswobodzić, nic nie było skutecznie.
- Nie tak gwałtownie kochanie. - powiedział szyderczym głosem.
- Zostaw mnie !!!! - krzyczałam ja opętana. Nie chce się poddać, nie w takiej sytuacji. W duchu modliłam się, aby coś się stało. Reus w tym czasie rozerwał mi koszulkę i rzucił mnie na łóżko. Chciałam uciec, ale wtedy uderzył mnie w twarz i opadłam bezwładnie na materac. Piłkarz chciał się już zabrać za pozbawienie mnie spodni i wtedy moje modlitwy wysłuchał ktoś tam na górze. Do pokoju wbiegł Manuel Neuer.
- Marco puść ją !!! Chory jesteś !!! - krzyknął na blondyna, a ten tylko chytrze się do  mnie uśmiechnął.
- Jeśli chcesz to mogę się z tobą podzielić. - powiedział, a ja zapomniałam jak się oddycha. Bałam się, że bramkarz się zgodzi. Myślałam, że nie może być gorzej, ale jednak może.
- OSZALAŁEŚ ?!? CZŁOWIEKU LECZ SIĘ !!- krzyknął i podniósł go, co umożliwiło mi ucieczkę. Tak strasznie się bałam.
- A ty suko gdzie ?!- powiedział Reus i już chciał mnie złapać kiedy dostał w twarz, pięścią Manuela. Uciekłam do pokoju Mario, a raczej jego łazienki. Podbiegłam do półki z ręcznikami. Otworzyłam ją, wsunęłam rękę pod ostatni ręcznik i wyciągnęłam mały,srebrny prostokąt. Moją jedyną przyjaciółkę, wybawicielkę od cierpienia. Właśnie ona pomoże przenieś mi się na tamten świat. Świat bez cierpienia, bez smutku. Będę z moimi rodzicami i bratem, których kocham. Przyłożyłam żyletkę do skóry i lekko po niej przyjechałam. Czułam jakby całe zło odchodziło. Teraz liczyła się ta metaliczna czerwień wypływająca pozwoli z mojej skóry. Powtórzyłam tą czynność kilka razy. Czułam się tak lekko. I właśnie teraz nastał ten moment. Moment, który będzie moją ostatnią chwilą na tej ziemi. Przyłożyłam przedmiot ostatni raz do skóry. Już miałam nacisnąć mocno na nią, kiedy do łazienki wbiegł Manuel.
- DARIA NIE !!! - krzyknął i podbiegł do mnie. Wyrwał mi z ręki metalowy przedmiot. - Daria dla czego chciałaś się zabić ?? On nie jest tego wart !!! - Neuer wyjął z szafki apteczkę i opatrzył mi rękę. Z moich oczu zaczęły wypływać łzy. Bramkarz przytulił mnie, a ja zaczęłam się trząść. Nie umiałam zapanować nad swoim ciałem.
- Spokojnie, wszystko się ułoży. - szeptał piłkarz. Po jakiś trzydziestu minutach doszłam do siebie. Niemiec przyniósł mi bluzę z garderoby Mario.
- Może być ta ?? - powiedział i pokazał mi ją.
- Tak... Dziękuję Ci za to co zrobiłeś... - powiedziałam kiedy założyłam bluzę i podciągnęłam rękawy.
- Nie masz mi za co dziękować. Każdy na moim miejscu postąpił by tak samo. A teraz choć na dół, to zrobię nam gorącą czekoladę. - Klubowa jedynka pomogła mi wstać i ruszyliśmy po schodach ku dołu. Ja zostałam skierowana do salonu, a Manuel poszedł do kuchni. Usiadłam wygodnie na kanapie i włączyłam telewizor. Wybrałam jak zawsze Disney Channel, na którym akurat leciał "Lilo i Stich". Jest to jedna z moich ulubionych bajek. Nie wiem ile razy już ją oglądam ?? Ona nigdy mi się nie znudzi.
- Ooo.... Nie wiedziałem, że duże dziewczynki lubią bajki dla małych dzieci. - z mojego transu wydostał mnie bramkarz, który w dłoniach trzymał dwa kubki z gorącą cieczą.
- Oj tam, oj tam.... Kocham bajki. - na moich ustach pojawił się mały uśmiech.
- Jeśli będę widział ten piękny uśmiech to zgadzam się na wszystko. - podał mi kubek z gorącą czekoladą i zajął miejsce obok mnie.
- A tak w ogóle to nie powinieneś być właśnie na treningu ?? - spytałam.
- A powinienem. - odpowiedział obojętnie.
- Przepraszam, to przeze mnie.
- Nie masz za co. Nawet się trochę cieszę. Nie będę musiał słuchać cały czas krzykow trenera o nie wiadomo co.
- Aż tak źle ??
- Nom.
- Ale dlaczego znalazłeś się tutaj, w domu ?? - spytałam ciekawa.
- Ostatnio zostawiłem u Mario moje ulubione rękawice i podejrzewałem, że zapomni mi ich przywieźć więc sam je chciałem wsiąść.- powiedział i posłał mi uśmiech, który odwdzięczyłam. - A teraz cicho, bo chcę bajkę obejrzeć :)




Dwie godziny później. 

Dzięki bramkarzowi doszłam do siebie po tym smutnym, tragicznym zajściu. Marco zabrał swoje rzeczy i pojechał. Nie jestem pewna, ale chyba wrócił do Dortmundu. Może podczas tej rozłąki zrozumie coś i pójdzie do specjalisty. Chyba tylko psycholog może jemu pomóc, ja już nie potrafię.

- Ziemia do De... - Manuel zaczął machać mi przed oczami ręką.
- Cio tam ?? - spytałam jak małe dziecko.
- Jaką bajkę mam teraz włączyć ??
- A ta się już skończyła ??- zapytałam zdziwiona.
- Jakieś pięć minut temu. Widać, że udałaś się do innego świata.
- Możliwe. - delikatne się uśmiechnęłam.
- To co teraz oglądamy ??
"Krudowie" !! - krzyknęłam jak mała dziewczynka.
- No to postanowione. - na ustach Manuela pojawił się duży uśmiech, kiedy włączyliśmy bajkę.

Minęło niespełna dziesięć minut jak usłyszałam, że jakiś samochód parkuje na podjeździe. Podeszłam nie pewnie do okna, aby zobaczyć do kogo należy maszyna. Jak się okazała należała do szatyna. Bez zastanowienia wybiegłam na bosaka z domu i wtuliłam się w klatkę piersiową owego mężczyzny.
- Ej, słodziku !! Co jest ?? - spytał czułym głosem.
- Nic, po prostu mnie przytul i nie przestawaj. Proose - z każdym słowem łamał mi się jeszcze bardziej głos.
- Obiecuję. - poczułam jak tracę grunt pod nogami. Nim się zorientowałam Götze wziął mnie na ręce.
Nie protestowałam. W tej chwili potrzebowałam jego obecności, nikogo innego. Mario zaniósł mnie do domu, a raczej salonu.



Mario (^__^)

Na treningu było koszmarnie. Trener był strasznie wkurzony, że Manuel się nie pojawił. Nawet próbował do niego zadzwonić, ale bramkarz nie odbierał. To go jeszcze bardziej rozwścieczyło. No i na kim się to odbiło ?? Na całej drużynie. Guardiola nie zostawił na nas suchej nitki. A najgorsze w tym wszystkim było, że wrzeszczał na nas nawet za najdrobniejszy szczegół. Na przykład za to, że źle o JEDEN MILIMETR  podałem do Bastiana. Przecież to jest przesada !! Kiedy trening dobiegł końca i Josep sobie poszedł byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i chyba nie tylko ja :) 
Wychodząc ze stadionu zaczęłam się zastanawiać dlaczego na treningu nie pojawił się Neuer. Mam nadzieję, że nic się mu nie stało. Przecież on nigdy nie opuszczał treningów. A jeśli nawet by się tak stało to na pewno by kogoś powiadomił. Zaczynam się o niego bać. To jedna z niewielu osób tutejszej drużyny z którą mam dobry kontakt.
Bez dłuższego rozmyślania wyjąłem komórkę i wykręciłem jego numer. Pierwszy...Drugi...Trzeci...Czwarty sygnał i nic. 
Może robi coś ważnego, więc postanowiłem wysłać do niego SMS'a. Kliknąłem apke SMS i zamarłem. Bramkarz wysłał mi wiadomość o treści : " WRACAJ JAK NAJSZYBCIEJ DO DOMU!!".
Pobiegłem do samochodu i otworzyłem go. Rzuciłem torbę na tył, odpaliłem silnik i zapiąłem pasy. Ruszyłem z piskiem opon. Jechałem bez opamiętania. Chciałem jak najszybciej dotrzeć do domu. I udało mi się to w ciągu dwudziestu minut. HUUUURRA. Wysiadłem z auta i już miałem kierować się do drzwi wejściowych, kiedy nagle się otworzyły i wybiegła z nich drobna blondynka ubrana w moją bluzę i na bosaka. Podbiegła do mnie i się we mnie wtuliła.
- Ej, słodziku !! Co jest ?? - spytałem łagodnie jak tylko mogłem, choć w owej sytuacji było to trudne. Chciałem jak najszybciej dowiedzieć się o co chodziło bramkarzowi.
- Nic, po prostu mnie przytul i nie przestawaj. Proose -czułem, że jest z nią źle. że stało się coś bardzo złego.
- Obiecuję. - powiedziałem z uczuciem, którego sam nie rozumiem. Bez dłuższego, zbędnego zastanowienia wziąłem dziewczynę na ręce i zaniosłem do domu. Kiedy byliśmy w salonie zobaczyłem siedzącego na kanapie Manuela.
-Hej !! Jak tam na treningu ?? - zapytał mnie przyjaciel. Zająłem miejsce obok niego z blondynką na kolanach, która się we mnie wtuliła.
- Krótko mówiąc koszmar i w pięćdziesięciu procentach to przez ciebie. - odpowiedziałem.
- Przepraszam to moja wina.- powiedziała cichym głosem Daria. Nie wiedziałem co tu się dzieje.
- Dlaczego niby to twoja wina i gdzie jest Marco ?? - zapytałem nieznanym dla mnie głosem. Głosem, w którym można było  odczytać łagodność, dobroć, spokój...
- I właśnie tym oto pytaniem doszliśmy do sedna spraw. - powiedział Manuel i wstał - Ale chyba słodziak powinien ci to powiedzieć, nie ja. Tylko nie bądź na  nlą zły. Cześć!! - i już go nie było.
- Słońce powiesz o co mu chodziło ?? - pytałem łagodnie.
Daria przestała mnie przytulać i usiadła na przeciwko. Spuściła głowę i zaczęła nerwowo bawić się swoimi włosami. Bez zastanowienia dotknąłem jej brody i delikatnie podniosłem do góry, tak, aby nasze spojrzenia się skrzyżowały. W jej oczach można było dostrzec strach, ból, rozpacz, cierpienie. Nie lubiłem widzieć jej smutnej. Chciałem, aby zawsze była tą radosną kobietką...
- Nie zrobisz mi krzywdy ?? - zapytała cicho. Czułem się strasznie. Teraz wiem, że naprawdę stało się coś złego i ona cierpi.
- Przecież wiesz, że nie potrafiłbym cię skrzywdzić. Za bardzo mi na tobie zależy.
- Wiem. Mi na tobie też zależy, ale chciałam się upewnić. - powiedziała tym swoim pięknym głosikiem.



Daria *--*


Opowiedział Mario o wszystkim... Jaki stał się Marco dla mnie, co się dzisiaj wydarzyło. Nic nie ukryłam. Płakałam, ale nie przedstawiał. Chciałam, aby poznał prawdę. On tylko mnie przygarnął do siebie i słuchał uważnie. Widać było, że cierpi z postępowania Reusa. Chyba tak samo jak ja nie rozumie jego zmiennego zachowania. Kiedy skończyłam swój mena log piłkarz powiedział kilka słów, które były dla mnie zbawieniem.
- Obiecuję Ci, że już nigdy, przenigdy nikt Cię nie zrani. Chyba Marco potrzebuje trochę samotności. Więc chcąc nie chcąc będziesz teraz mieszkać u mnie. 
- Ale ja nie chcę Ci przeszkadzać..... - skarałam zaprotestować.
- Nie.... Zamieszkasz że mną i koniec i kropka. Wieczorem zadzwonię do twojego wujka i poproszę, aby przesłał twoje rzeczy. - powiedział stanowczo, ale za razem opiekuńczo.
- Dziękuję.... - powiedziałam i wtuliłam się w klatkę piersiową piłkarza. Siedzieliśmy tak z pół godziny. Mario zadzwonił do wujka. Rozmawiał z nim z jakiej dziesięć minut. Kiedy skończył podszedł do kanapy na której siedziałam.
- Słodziaku, choć coś zrobimy !! Głodny jestem.... - pożalił mi się piłkarz.
-  Nieee - powiedział jak mała dziewczynka.
- A ja jednak myślę inaczej... - powiedział to z tym swoim łobuzerskim uśmieszkiem. Wiedziałam co to oznacza, więc jak najszybciej chciałam uciec stąd. Wstałam z kanapy i już miałam opuścić pomieszczenie, kiedy poczułam czyjeś dłonie na swoich biodrach. Mario odwrócił mnie i przyciągnął do siebie. Między naszymi ciałami nie było nawet najmniejszej wolnej przestrzeni. W pewnym momencie nasze spojrzenia się spotkały. Nagle......



~~~~~~~~~~~

Tak jak obiecałam wstawiam rozdział. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Liczę na wadę opinie :)

CZYTASZ + KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

Buziaczki :* 

piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział 13 ( pechowa trzynastka )

Postanowiłam zrobić ankietę na temat 'Co sądzicie o opowiadaniu '. Można w niej zaznaczać kilka odpowiedzi. Proszę was o to, abyście zagłosowali. Oczywiście SZCZERZE !

Daria ⊙﹏⊙


W oddali widzę piękne drzewo. Coś w głębi mnie pragnie tam podejść. Początkowo opieram się.... Lecz później ulegam. Idę wolnym krokiem. Czuję, że każdy następny ruch sprawia mi coraz większą trudność.
Spoglądam na swoje dłonie. Nie są one tak młode jak wcześniej... Teraz są całe w zmarszczkach... Jak u starszej pani....
Przechodzę obok małego jeziorka. Próbując odgonić źle myśli spoglądam w wodę. Ujrzawszy swoje odbicie nie mogę uwierzyć w to co widzę.... Jestem starszą kobietą !!!
-Daria, kochanie !! Gdzie jesteś ??- usłyszałam głos starszego mężczyzny. Błyskawicznie odwróciłam się i ujrzałam.....
Co  ujrzałam ! Nic:(  Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nastały Egipskie ciemności. No świetnie !! A miałam już nadzieję, że poznam swojego przyszłego męża. Ciekawi mnie czy będę miała dziecko ?A  może dzieci ?? Dziewczynkę czy chłopczyka ?? Szkoda, że nie da się zobaczyć co czeka cię w dalekiej przyszłości :(

Powieki stawiają się coraz cięższe. Zaczynam z nimi walkę, nie chce,aby się zamknęły. Mam bardzo złe przeczucia.Coś podpowiadało mi, że jeśli zamknę je stanie się coś złego... Toczę wewnętrzna walka ze sobą, jeszcze bardziej się przy tym  mecząc. Po upływie niespełna piętnastu minutach poddaję się.
Powieki opadły mi na oczy. Po krótkim namyśle postanowiłam, że nie otworzę już ich NIGDY. Jednak było to postanowienie na krótko. Oczywiście ciekawość wzięła górę i powoli, nie spiesząc się otwierałam oczy. Na początku nic nie widzie. Jakby przede mną była biała błyszcząca ściana. Lecz z upływem czasu bariera znika. Robi to powoli od lewej i prawej strony jednocześnie. Stoję spokojnie i czekam jak cała zniknie...

Po około ośmiu minutach widzę wszystko z najmniejszymi szczegółami. Znajduję się obecnie w dużym pokoju ?? Całe pomieszczenie jest w bieli. Nie ma innych kolorów. Jest tylko ten.  Zawieszam wzrok na ścianach.  Nie widzę ani jednego obrazka, stojących obok szaf czy biurka, nie wspominając o braku okien lub drzwi. Tak nie ma drzwi. Jest tylko nieskazitelny biały kolor. Jedynym elementem mebli jest łóżko. Wykonane z drewna i chyba nie muszę wam mówić w jakim kolorze ?
Pragnę poznać odpowiedzi na setek moich pytań, które chodzą po mojej głowie. Przez nie boli mnie niemiłosiernie głowa. Jedną dłonią chwytam się za nią, a druga opieram się o ścianę. Stawiam małe kroki, z bólu tracę siły. Spoglądam zrezygnowanie na wysuniętą dłoń. Nie jest ona jak u starszej pani. Jest jak dawniej. Gładka, bez jednej, najmniejszej skazy. Ale teraz nie jest to najważniejsze. Zbieram w sobie resztki energii i idę dalej. Po pewnym czasie docieramy do celu. Wreszcie... Jestem wykończona. Opadam na materac i zamykam oczy. Nawet nie wiem kiedy odpływam do innej krainy z nadzieję, że ból minie.

Budzą mnie pioruny, które uderzają bardzo blisko pomieszczenia, w którym się znajduję. Na szczęście ból głowy zniknął. Otwieram powolutku oczka i znowu jestem w szoku. Cały pokój zmienił kolor. Wszystko jest metalicznie czerwone i widzę jak spływa po ścianach. W powietrzu unosi się zapach .... KRWI. Spoglądam na swoje ubranie, dłonie są one całe w tej ohydnej cieczy. Nie wiem co się dzieję !! Wstaje z łóżka jak poparzona. Ale po ułamku sekundy żałuję tego najbardziej na świecie. Nie mogę w to uwierzyć !! Na środku pokoju leżą cali we krwi moi przyjaciele, chłopak, dziadkowie. Obok ich zwłok leży sztylet. Nie ma tutaj nikogo oprócz mnie, czyli, że to ja...ich...zabiłam. Zabiłam  osoby, które kochałam !!
- Nie !!! To nie prawda !! Przecież was kocham!! - upadłam na ziemię, tuż koło nich. Z moich oczu spływały łzy, które na policzkach robiły dróżkę. Wpadłam w obłęd.
Nie chciałam żyć bez nich. Chwyciłam za sztylet i .......


-Daria !! Obudź się !! To tylko zły sen !! - usłyszałam głos Mario.
- Mario !!- otworzyłam szybko oczy i ujrzałam szatyna. Bez wahania jak najszybciej obiełam Götze za szyję. Czułam jak znowu płaczę, ale były to łzy szczęścia.
- Księżniczko, ja też cię mocno kocham, ale zaraz mnie udusisz i trochę mi nie wygodnie.- powiedział. Czułam, że uśmiecha się ... Na pewno :) Wywołało to samo na moich ustach. On wiedział jak poprawić humor.
- Ale mi jest dobrze i nie puszczę cię. - powiedziałam szczęśliwa.
- Jesteś tego pewna ??
-Tiak !!- wykrzyczałam. Wtedy poczułam, jego palce na moim ciele. Wiedziałam już co to oznacza. Łaskotki !!!! Od razu uwolniłam chłopaka z uścisku na szyi.
- Pu...ś...ć....  m...ni...e - mówiłam, a raczej próbowałam mówić przez śmiech.
- A co z tego będę miał ?? - powiedział z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem, którego kochałam.
- Satysfakcję - powiedziałam próbując złapać oddech. Brzuch strasznie mnie bolał.
- Nie zadowala mnie taka odpowiedź !!
- A... to... już... nie.... mo...ja... spra...wa...
- Och tak ! Czyli nadaj mam stosować swojego rodzaju tortury ??
- Niee !!
- To może zrobimy tak. Ja cię puszczę jak....- chłopak na chwilę przerwał swoją przemowę jak i łaskotki. Przybliżył się do mnie i szepnął na ucho - Jak powiesz co ci się śniło. - uśmiech nie znikał z mojej twarzy.
- Dobrze - powiedziałam również cicho. Piłkarz obdarzył mnie jeszcze piękniejszym uśmiechem i pomógł mi wysiąść z samochodu.
- Ej !! - do rozmowy włączył się Marco.
- Cio tam braciszku ? - powiedział żartobliwie Mario.
- Się zastanawiam czy powinienem być zazdrosny ?? Co o tym myślisz ?? - zwrócił się do przyjaciela.
- Hhymm ....
- Wow!!! Mario myśli :) - krzyknęłam
- Czyli znowu gilgotki ?? - Zapytał znowu z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem.
- Marco pomocy ! - ku mojemu zdziwieniu Reus tylko wzruszył ramionami i uśmiechnął się w kierunku Götze.
- To co odwołasz to co powiedziałaś ?- spytał radośnie.
- Nigdy w życiu !!! - krzyknęłam i zaczęłam biec. Wpadłam do domu jak opatrzona i nie wiedziałam gdzie się znajduję. Postawiłam na intuicję. Wbiegłam po schodach na górę i otworzyłam pierwsze drzwi jakie były najbliżej. W ostatniej chwili przekręciłam kluczyk. Tuż przed chłopaka nosem :) Oparłam się przodem do drzwi. Zamknęłam oczy i próbowałam opanować szybki oddech.
- Otwieraj !
- Nie ! - lubiłam się z nim droczyć.
- Ej, no !! To mój pokój ! - powiedział z przekąsem.
- Fajnie ! Pozwiedzam. - uśmiech nie schodził mi z twarzy, ale chyba nie tylko mi.
- Zabraniam !
- To zabraniaj !! I tak cię nie posłucham. Jestem buntowniczką !
-  A ja staruszką bez zębów i w różowym stroju baletnicy.
-  A to taką tajemnicę skrywasz ?? Oj nie ładnie, panie Mario. - mówiłam próbując nie wybuchnąć śmiechem.
- Botoks czyni cuda !- i już po paru sekundach tarzaliśmy się po podłodze.Przynajmniej ja :)
- Rozliczymy się później !! - powiedział szatyn. Słyszałam jak schodzi po schodach. Odwróciłam się i ujrzałam pięknie urządzony pokój. A na dodatek było w nim czysto :) Pan Götze się postarał. Na szafce na przeciwko łóżka stało mnóstwo zdjęć. Podeszłam bliżej. Prawie na każdym był Mario z tym swoim pięknym uśmiechem. Dużo było zdjęć z moimi kochanymi pszczółkami. Chyba za nimi tęskni :( Oczywiście nie zabrakło zdjęć rodzinnych. Kiedy już miałam odchodzić zobaczyłam przecudowne zdjęcie.A mianowicie..Mały Mario :* Wyszedł pięknie na tym zdjęciu. Z chęcią zrobiłabym zdjęcie, zdjęciu, ale oczywiście torebka z telefonem zostały w samochodzie. Świetnie !!
Odeszłam od półki i moim oczkom ukazały się dwoje drzwi. A, że jestem ciekawska to postanowiłam sprawdzić co się za nimi kryje. W pierwszych była łazienka. Prezentowała się tak :  KLIKKLIK i KLIK. Trzeba przyznać, że piłkarz miał gust.
Natomiast w drugich drzwiach była garderoba. Było to duże pomieszczenie gdzie każda odzież, obuwie, akcesoria miało swoje miejsce. Ale jedno mnie zszokowało. Ile on miał par butów sportowych. Niektóre wydawały się prawie identyczne. Już wiem jakie jest codzienne zmartwienie chłopaka. Jaką markę, krój, kolor obuwia ma założyć. Na myśl o tym uśmiech pojawił się na mojej twarzyczce.
Opusciłam pokój Mario i udałam się schodami na dół. Z jakiegoś pomieszczenie dochodziły śmiechu Szłam w ich kierunku. Z każdym krokiem były one głośniejsze.
Zaprowadziły mnie do salonu, w którym duet Götzeus grał nie w co innego jak w FIFE.
- Jak małe dzieci !  - powiedziałam jak zaczęli się kłócić kto jakim klubem zagra następny mecz. A żeby tego było mało odłożyli pady i zaczęli się bić jak nastolatki. Każdy wyciągnął ręce przed siebie, zaczął nimi machać i i odwrócili głowy.
- Ja chciałem być pszczółkami pierwszy! - głos zabrał Mario.
- Nie bo ja ! - do rozmowy włączył się Marco.
- Nie ! Ja !
- Ja !
- Ja !
- Ja !
- Cisza !! To ja was wyręczę w wyborze. - wzięłam do dłoni jednego pada, wybrałam Legie Warszawę i wręczyłam urządzenie Götze.
- Będę grał BVB !! - powiedział uratowany blondyn. - Kocham Cię !! - dodał po chwili.
- To nie sprawiedliwe - szatyn udawał obrażonego.
- Poczekaj, a potem się obrażaj. - powiedziałam do klubowej dziewiętnastki i obdarowałam go uśmiechem. Potem wybrałam Reus 'owi Legie Gdańsk. Mina chłopaka była bezsenna. Pocałowałam go w policzek i ruszyłam w kierunku kuchni.
- A ja !! - odwróciłam się w kierunku mówcy.
- Co Mario ?
-  Dlaczego ta lama dostała całusa w policzek, a ja nie ??
- Bo ta piękna dziewczyna jest moją ukochaną !! A i nie jestem lamą !!
- A ja jej najlepszym przyjacielem ?! I tak jesteś lamą !!
- Jak dam ci buziaka to zajmiesz się grą i dasz mi spokój ??
- Tak - uśmiechnął się do mnie co ja od razu odwzajemniam. Już chciałam się pochylić i dać całusa, kiedy odezwał się Marco.
- A ja mam tutaj coś do powiedzenia ??
- Nie !! - odpowiedzieliśmy równocześnie i wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Po około dwóch minutach uspokoiliśmy się i dałam buziaka przyjacielowi. Chłopaki zajęli się grą, a ja postanowiłam, że zrobię coś do jedzenia dla wszystkich.


Wieczorem, a raczej nocą 

Znowu ten sam co w samochodzie sen. Otworzyłam gwałtownie oczy i usiadłam na łóżku, które dzieliłam z Marco.  On w przeciwieństwie do mnie spał spokojnie i chyba nawet śniło mu się coś miłego, bo miał lekki uśmiech. Wyglądał jak mały chłopiec z włosami, które same wybierały drogę. Kiedy tak na niego patrzyłam na mojej twarzyczce również pojawił się lekki uśmiech. Jednak nie umiałam dojść do siebie. Czułam jak całe moje ciało drży. Zawsze przy blondynie trudno było mi się uspokoić. Nawet sama nie wiem dlaczego ? Przecież go kocham i jest on moim chłopakiem ? Może przez te jego wybuchy ? Nie wiem :(
Jednak była jedna osoba przy której dochodziłam do siebie. A był to nie kto inny jak Mario. Przy nim czułam się bezpieczna. Mogłam mu w stu procentach zaufać. Przecież jako jedyny ( oprócz dziadków ) zna moją tajemnicę :( Na samą myśl o nim uśmiech nie schodził mi z twarzy. Więc nie zastanawiając się długo wstałam i ruszyłam do pokoju szatyna. Otworzyłam delikatnie drzwi do jego pokoju i zobaczyłam chłopaka z książką w ręku. I to nie z byle jaką :) A mianowicie o początkach Borussii Dortmund ❤❤❤
- Mogę ? - spytałam szeptem
- Jasne - odpowiedział także cicho i uśmiechnął się. Otworzyłam szerzej drzwi i na paluszkach weszłam do pokoju. Już po chwili leżałam przytulona do torsu chłopaka. Mario nie odzywał się ani słowem. Wiedział, że teraz potrzebuje jedynie dwóch rzeczy. JEGO I CISZY. To wystarczało. Starałam się nie wybuchnąć płaczem, ale niestety nie udało się. Koszulka Götze była cała mokra. Jednak jemu to nie przeszkadzało. CHYBA ?
Po niespełna piętnastu minut doszłam do siebie. Jednak nie chciałam, aby mnie puścił ze swoje uścisku.
- Dziękuję !! - powiedziałam pół głosem, nie zmieniając pozycji. Było mi w niej dobrze, wręcz wspaniale.
- Nie masz mi za co dziękować. Przecież wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Wiem i właśnie za to ci dziękuję. - podniosłam się bo chciałam spojrzeć mu w oczy. - Odkąd się poznaliśmy w szpitalu, a nawet  chyba wcześniej w śnie, zawsze przy mnie jesteś. Może nie dosłownie, ale kiedy jestem smutna to zamykając oczy widzę ciebie uśmiechniętego. Czuję jakby całe zło znikło. Wiem, że to jest głupie, ale tak właśnie jest. Przy tobie czuję się  lepiej niż przy Marco. Nie wiem sama dlaczego. Wiem, że ochronisz mnie przed całym złem. Nawet kiedy ja sama go nie dostrzegę. - Łzy robiły ścieżki na moich policzkach. Piłkarz od razu przygarnął mnie do siebie.
- Zawsze będę twoim rycerzem , który będzie cię chronił. Nawet jeśli będę musiał poświęcić swoje życie. - i ściszył głos prawie porównujący do ciszy. -A niedługo to nastanie.
Chyba miał nadzieję, że ostatniego zdania nie usłyszę, ale usłyszałam i nie wiedziałam co oznacza. Byłam przerażona. Przecież nie mogę go stracić.  Wyswobodziłam się z jego obiec. Spojrzałam w jego oczy i zapytałam z przerażeniem w głosie.
- Co miało oznaczać zdanie ,, A niedługo to nastąpi " ?! Mario przecież ja cię nie mogę stracić. Rozumiesz nie mogę !! - przy ostatnim zdaniu podniosłam trochę głos. Łzy leciały mi już ciurkiem. Po minie chłopaka można było wyczytać, że jest zaskoczony tym, że usłyszałam. Chciał mnie przytulić, ale ja go odepchnęłam.
- Miałaś tego nie słyszeć. Miałaś poznać prawdę po fakcie.- mówił szeptem. Nie rozumiałam nic.
- Po jakim fakcie !!
- Nie mogę ci powiedzieć. Najlepiej będzie jak wrócisz do Marco. - powiedział to z wyraźnym smutkiem w glosie. Już chciał układać się do snu, kiedy ja jemu przeszkodziłam. Nie miałam zamiaru odpuścić. Obiełam jego szyję dłońmi i wskoczyłam mu na kolana.
- Nie puszczę cię aż nie wyjaśnisz Mi tego !! Nie rozumiesz, że nie mogę cię stracić. Jesteś jakby moim osobistym lekiem, który jeszcze trzyma mnie przy życiu. Chcę, abyś ze mną był do końca, który nastanie już niedł.... - Nie dane było mi dokończyć.
- Musisz jedno  zrozumie, skarbie.Ja ci nie pozwolę umrzeć. Nie przeżyłbym tego...  - przerwał na chwilę. Wiedziałam, że piłkarz mi nic nie powie. Nie mogę wybić sobie z głowy jego słów ,, A niedługo to nastanie ". Co to mogło oznaczać ?? Chyba się już nie dowiem. Z jednej strony jestem szczęśliwa. Chce, abym żyła. Życie... Dar od Boga, który niedługo już stracę. Odejdę... Znajdę się po tej drugiej stronie z bliskimi... Spotkam mamę, tatę, braciszka... Lecz nie chcę śmieci. Chciałabym cieszyć się życiem, wspólnie przeżytym życiem z Mario... Nie z Marco !! -  Ale proszę skończmy ten temat. Lepiej powiedz co mi obiecałaś. Sen ! -  czułam jak jedna łza wydostała się z oka. Götze od razu wytarł ją wierzchem kciuka. Nie widziałam jak mu to powiedzieć. Ale muszę, obiecałam !!
- Jak się domyślasz nie był to sen, w którym jestem szczęśliwa. Ja chyba oceniłabym to jako KOSZMAR. - opowiedziałam wszystko. Nic nie pominęłam. Mario ani na chwilę nie przestał mnie przytulać. Łzy leciały mi strumieniami po policzkach od początku. Kiedy wreszcie skończyłam kolejny raz ten nocy wtuliłam się w klatkę piersiową przyjaciela. Mijała sekunda na sekundę, minuta goniła minutę, a ja powolutku dochodziłam do siebie. Przestałam płakać. Dotknęłam lekko dłonią strasznie mokrej koszulki, która chłopak miał na sobie.
- Przepraszam Cię skarbie, że założyłem do spania koszulkę wyciągniętą  z wanny pełnej wody. - powiedział łagodnym głosem i chyba się uśmiechnął. Także moje kąciki ust się podniosły.
- Niech ci będzie, przeprosiny przejęte. Ale teraz proszę cię zdejmij rycerzyku tą koszulkę i załóż inną. - odpowiedziałam po czym zeszłam z kolan chłopaka, aby mógł wstać. On jednak objął mój nadgarstek. Oznaczało to, że mam pozostać tu gdzie jestem. Natomiast klubową dziewiętnastka zdjęła koszulkę i rzuciła w bliżej mi nieokreślonym kierunku. Ukazała mi się pięknie wyrzeźbiona klatka w tak zwany kaloryfer.
- Po kłopocie. - odpowiedział i przygarnął mnie do siebie. Położyłam z powrotem głowę tam gdzie była wcześniej. Czułam jego ciepło, które odrobinkę przechodziło na mnie. Zapanowała cisza. Usłyszałam bicie jego serca. Biło ono regularnie, powoli. Mogłabym słuchać tego wiecznie. Nawet nie wiem, kiedy odpłynęłam do innego świata.


W tym samym czasie.
Mario (~>__<~)


Daria usnęła mi w ramionach. Nie wiedziałem zbytnio co mam teraz zrobić. Miałem dwie opcję. Nie robić nic tylko się położyć i zasnąć z dziewczyną w objęciach. Czy może zanieść ją do pokoju, który dzieli z Marco, aby potem nie było z jego strony, żadnych oskarżeń w naszym kierunku. Chyba wiadomo, która lepsza. Wstałem na równe nogi z łóżka z blondynką na ramionach. Przyjaciółka oplotła moją szyję i wtuliła się w moje ciało. Odniosłem Darie do pokoju gościnnego i wyszedłem z niego na palcach. Jakoś nie chciało mi się spać, więc postanowiłem zejść na dół. Kiedy zszedłem z ostatniego schodka nogi pokierowały mnie do kuchni gdzie przygotowałem gorącą czekoladę. Z ciepłą cieczą ruszyłem w kierunku ogrodu. Powitało mnie przyjemne, orzeźwiające powietrze. Położyłem się na środku trawy i spoglądałem ku górze. Na niebie nie było, ani jednej chmurki. Czyli cudowny widok. Pełen otaczających księżyc, małych, błyszczących gwiazdek. Nie mogłem przestać, było to silniejsze ode mnie.
Może to jest ten ostatni raz ?? Może już nigdy ponownie tego nie zobaczę ?? Przecież zostało mi tak mało czasu. Niedługo odejdę, będę po tej drugiej stronie, w której nie ma zła, niesprawiedliwość jest tam tylko dobro i miłość. Czego chcieć więcej ?? To wystarczy, aby czuć się szczęśliwym. A przecież nie będę odchodzić bez powodu. Po prostu moje serce przestanie bić dla mnie, ale będzie dalej funkcjonować. Jak ?? Prosto, w organizmie cudownej, pełnej życia dziewczyny. Jej bardziej jest potrzebne. Daria umie jedynie uśmiechem i tym pięknym wzrokiem wywołać u innych zmianę nastroju. Oczywiście na lepsze, radośniejsze. Jest takim światełkiem w tunelu dla osób, które potrzebują, szukają go.
Sięgnąłem po napój, który jeszcze przed chwileczką był gorący, ale teraz jest chłodny. No cóż, po prostu pech. Ale czeko czeko lada zawsze jest pycha. Wypiłem ciecz za jednym podejściem i podniosłem się z trawy. Nieoczekiwanie zacząłem ziewać więc ruszyłem w kierunku sypialni, w której jest bardzo wygodne łóżko. Na samą myśl o tym się rozmarzyłem. Niestety po drodze wstąpiłem do kuchni i umysłem kubek. Następnie pokierowałem się prościutko do mojego królestwa snu. Od razu odpłynąłem do krainy wyobraźni, w której nie ma rzeczy nie możliwych. 



Następnego dnia, poranek.
Daria •﹏•

Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do pokoju. Przetarłam od nie chce oczy i spojrzałam na Mario. Nie, chwila to Marco. Nie jestem w sypialni szatyna, w której zasnęłam, a raczej w objęciach chłopaka. Znając go przyniósł mnie tutaj, aby nie było potem żadnych przykrości. Za to go kocham. Nie co ja mówi lubię. 
Nie wiem co się ze mną dzieję. W JEGO towarzystwie czyje się... Wyjątkowa? Bezpieczna? Właśnie tak jest. Chyba zwariowałam. Chyba na pewno.
Wstałam z łóżka tak, aby nie obudzić Marco. Chyba mi się udało, bo nadal śpi. Wygląda tak słodko. Kiedy tak na niego patrzę sama nie mogę uwierzyć jak się zmienił. Te jego częste napady gniewu z niewiadomych przyczyn.Dlaczego taki jest ? Raz słodki, opiekuńczy, uczuciowy, a potem zły, wybuchowy.... O co w tym chodzi ??
Chyba jednak na to pytanie nie uzyskam odpowiedzi. Pokierowałam się w stronę łazienki. Zahaczyłam jeszcze tylko o moją walizkę, z której wybrałam strój na dziś. Postawiałam na wygodę, którą uwielbiam. Kiedy dotarłam do celu, przekręciłam zamek i tak jakby uwięziłam się od środka. Mi to nie przeszkadzało. Chciałam pobyć przez chwilę sama. Wzięłam orzeźwiający prysznic, po czym wytarłam ciało dokładnie miękkim ręcznikiem. Ubrałam się w przygotowane wcześniej ubrania i rozczesałam mokre włosy. Postanowiłam zostawić je w spokoju. Na koniec użyłam moich ulubionych perfum. Następnie wyszłam z pomieszczenia i zeszłam po schodkach na dół. Kiedy weszłam do kuchni ujrzałam przezabawny widok. A mianowicie szatyna, który próbował przygotować się na trening robiąc kilka czynności na raz. W rezultacie skończyło się to wylaniem na koszulkę kawy. Nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam śmiechem. Chłopak chyba dopiero teraz mnie zauważył, bo spojrzał na mnie i powiedział.
- To nie jest śmieszne. - ale z mojej perspektywy było. - To nie moja wina, że zaspałem i teraz wszystko muszę robić dwa razy szybciej.
- Oczywiście !!- powiedziałam dalej rozbawiona.
- Ej !! Bo zaraz to ja będę się śmiał z ciebie. - mówiąc to pokazał na dzbanek z ciepłą herbatą.
- Tak witasz się ze wszystkimi ?? Część śpiochu - powiedziałam uśmiechniętą i dałam całusa w policzek Mario.
- Część Księżniczko. - odwzajemnił mój gest.
- A teraz idź się przebież, a ja ci przygotuję kanapki i napój na trening. - powiedziałam a piłkarz pocałował mnie w czoło.
- Dziękuję !!- powiedział i już go nie było. Słyszałam tylko, odgłos jak biegnie po schodach ku górze.
Nie zostało mi co innego jak tylko przygotować posiłek. Udało mi się go przygotować w niecałe dziesięć minut. Kiedy kończyłam w pomieszczeniu pojawił się zawodnik Bawarskiego klubu. Usiadł przy stole i skończył swój poranny posiłek. Po skończeniu śniadania wręczyła mu przygotowane przeze mnie rzeczy. Götze zapanował je do torby treningowej i podszedł do mnie. Już po chwili byłam w jego objęciach.
- Na prawdę ci dziękuję. Nie wiem co bym zrobił gdybyś nie zeszła. Kocham Cię Księżniczko. - powiedział tak słodko, że moje kolana zrobiły się jak z waty.
- Nie ma za co. Uwierz, że ty o wiele bardziej mi pomagasz. To było nic w porównaniu do tego co ty robisz dla mnie. Ja też cię kocham, śpiochu. - po wypowiedzeniu tych słów jeszcze bardziej przytuliłam się w jego ciepłą klatkę piersiową. Chłopak złożył pocałunek na moich włosach i odsunął się ode mnie.
- Będę za około dwie, trzy godziny. Więc macie czas tylko dla siebie. Część.
- Część !! I postaraj się na treningu.
- Spróbuję. - I zniknął za drzwiami wejściowymi. Usłyszałam jedynie jeszcze jak odpala silnik i odjeżdża.
Poczułam się głodna więc zajrzałam do lodówki. Wyjęłam mleko z szafek łyżkę, miseczkę, płatki i tak oto moje śniadanie było gotowe. Z przygotowanym posiłkiem ruszyłam na ogródek. Powitało mnie tam ciepłe, przyjemne powietrze. Usiadłam przy ławce i w ciszy zaczęłam konsumować moje śniadanie. Nie minęło z dziesięć minut,a przy mnie pojawił się Marco.
- Część - powiedział oschle, bez entuzjazmu ?? Tak na 1000% Czyli zaraz zacznie się awantura. Świetnie, a dzień zapowiadał się dobrze. Ciekawa jestem za co teraz oberwę.
- Część - odpowiedziałam tym samym tonem co on.
- Mogłabyś mi wyjaśnić, dlaczego nie było cię w łóżku w nocy !! - w jego głosie było słychać już złość, gniew.
- Sugerujesz coś ??
- A żebyś wiedziała. Może jak on może to ja też ?!?!
- Lecz się człowieku!! Z Mario tylko rozmawiałam, bo z tobą nawet tego nie mogę. Cały czas mnie oskarżasz a ja nic złego nie zrobiłam !! - Nie wytrzymałam. Wbiegłam do domu z łzami w oczach. Chciałam zamknąć w pokoju, ale nie pozwolił mi na to. Pchnął mnie na ścianę i przybliżył się do mnie. Zaczął mnie całować i dotykać, gdzie tylko chce. Wiem co to oznacza, ale ja tego nie chcę, nie teraz.
- Puść mnie !!! - krzyknęłam przez łzy. Jednak blondyn nie reagował. Zaczęłam bić go, próbować się oswobodzić, nic nie było skutecznie.
- Nie tak gwałtownie kochanie. - powiedział szyderczym głosem.
- Zostaw mnie !!!! - krzyczałam ja opętana. Nie chce się poddać, nie w takiej sytuacji. W duchu modliłam się, aby coś się stało. Reus w tym czasie rozerwał mi koszulkę i rzucił mnie na łóżko. Chciałam uciec, ale wtedy uderzył mnie w twarz i opadłam bezwładnie na materac. Piłkarz chciał się już zabrać za pozbawienie mnie spodni i wtedy........



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej :) A więc wróciłam co was. Stęskniłam się strasznie za wami :( :(
Jestem ciekawa waszych opinii jeśli chodzi o rozdział i jeszcze bardziej czy ktoś tu jeszcze został ??

•﹏• CZYTASZ + KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ ⊙﹏⊙

Ps. Błędy poprawię później.


Buziaczki :*

sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 12

CZTERY TYGODNIE PÓŹNIEJ (^o^)

Marco.

Nie wiem co się ze mną dzieję.  Nie umiem nad sobą panować, kiedy w pobliżu jest Daria. Czuję wtedy nie opanowaną złość, gniew.  Nawet nie wiem dlaczego, bo ona nic złego nie zrobiła, wręcz przeciwnie. Opiekuje się mną, pomaga mi,  w każdej sprawie.  Po prostu przy mnie jest i czuję,  że mnie kocha.  A ja?!? Opłacam jej krzykiem, a co najgorsze zdąża mi się ją uderzyć. Jestem dupkiem.  Przecież na kobietę,  a w dodatku,  którą kocha się całym sercem nie wolno podnieść głosu, a na pewno nie podnieść na nią ręki.
Po każdej kłótni Daria płacze i zamyka się w pokoju.  Dopiero wtedy do mnie dociera, że ją skrzywdziłem, że po raz kolejny jej kruche serce rozbiło się na miliardy malutkich kawałeczków. Wtedy zaczynam płakać. Jestem cholernym dupkiem, który krzywdzi osoby, które kocha. Na początku wystarczały słowa na przeprosiny, potem jednak nie umiałem dobrać w całość wyrazów, aby przeprosić. Właśnie od tamtego momentu zacząłem chodzić po kwiaty, albo po inną rzecz, wracałem i zawsze mówiłem, że to ostatni raz, ale prawda była inną. Daria zawsze mi wybacza.  Nawet sam już nie wiem,  dlaczego ona to robi.  Pewnie jak bym był na jej miejscu to dawno bym to skończył.
Ale chyba na tym polega prawdziwa i nie zniszczalna miłości.  Na przebaczaniu. Ale przecież też na poprawie, a u mnie z dnia, na dzień jest coraz gorzej.

Nie raz zastanawiałem się nad odejściem,  ale nie potrawie.  Kocham Daria i nie umiem o niej zapomnieć, choć wiem,  że tak było by lepiej.
Po prostu jestem skończonym egoistą i tchórzem.

Nie mam pojęcia co mam robić. Może Mario mi pomoże?  Przecież na niego mogę zawsze liczyć.  Wiem, że w ciszy wysłucha, wesprze i poradzi. Jeszcze nigdy dotąd mnie nie zawiódł.  Zawsze doradza mi dobrze.  Chyba dlatego,  że zna mnie na wylot. Przed jego odejściem do Bayernu,  wszystkie media, jak i znajomi uważali,  że jesteśmy papużki nierozłączki.  Ale to jest całkowita prawda.  Może od jego przejścia nie widzimy się tak dużo, ale prawie codziennie rozmawiamy.  Jesteśmy zawsze pod telefonem jeśli coś się złego dzieje.  Chyba dobrym przykładem był mój wypadek.  Mario przyjechał nie zważając na nic. Po prostu kocham tego szatyna.....

Podniosłem się z sofy i udałem się po schodach ku górze.  Po chwili otwierałem drzwi pokoju.  Spojrzałem na szafkę nocną i momentalnie moje kąciki ust się podniosły.  Podszedłem do niej i wziąłem zdjęcie. Na pierwszym planie byłem ja i Daria a w tle  pszczółki. Na myśl wspomnień, uśmiech nie schodził mi z twarzy.  Odłożyłem zdjęcia i wziąłem iPhone, który leżał przy lampce nocnej.
Nie zastanawiając się długo odblokowałem telefon i wybrałem numer mojego przyjaciela. Odebrał po trzech lub czterech sygnałach

- Hej! -  usłyszałem jego wesolutki głos.
- Cześć!!- głos mój był całkiem inny, niż mojego przyjaciela. Wyrażał smutek, był wręcz ponury.
- Coś słyszę, że nie jest dobrze. Mów co ci leży na sercu braciszku. -  i właśnie za to go kocham.
- Może nie przez telef.....  -  nie było dane mi skończyć.
- Zabieraj Darie i przyjeżdżajcie do mnie.  Wtedy wszystko mi opowiesz.
-Ale przecież masz treningi i....
- A ty masz kontuzję więc masz czas, a jak chcesz to Darie ja przekonam. A i mną się nie martw. Chyba nie będzie wam przeszkadzało jak zniknie na dwie góra trzy godziny. A więc co przyjeżdżacie??
-Ja z chęcią, ale nie wiem co z Darią.
-To zostaw mnie.  Zacznij się pakować, a ja pogadam z twoją ukochaną.  Wyślę Ci wiadomość co i jak.
-Dziękuję Ci za wszystko.
-Podziękujesz jak się zobaczymy.  A teraz pakuj się.  Część! -  powiedział mój braciszek i się rozłączył.  Nie zostało mi nic inne jak zacząć się pakować.  Miałem tylko nadzieję,  że blondynka się zgodzi.



Daria :) 

Te trzydzieści dni obróciło moje życie do góry nogami. A raczej ten wypadek zmienił wszystko.  Czy na lepsze?? Na pewno nie... Nie poznaje już Marco. Zmienił się.  Cały czas się ze mną kłóci, a ja nawet nie wiem o co.  Czasami nawet mnie uderzy...
Ja już tego nie wytrzymuje... Jestem na skraju wytrzymałości.  Moim przyjacielem stał się ból. Uwielbiam to.. Ból zadaje sobie  małym, cienkim, metalowym przedmiotem. Kiedy przykładam go do nadgarstka, przejeżdżam nim po skórze i widzę ścieżkę metalicznego odcienia czerwonego czuję ulgę. Zapominam o wszystkim... Liczy się tylko ta chwila...
Niektórzy mogą pomyśleć, że jeśli nielubie swojego życia i nie daje sobie z tym razy, to dlaczego nie wsadzę głębiej tego małego przedmiotu. Ale prawda jest taka, że nie potrafię. Wiele razy miewam taką ochotę, ale jestem tchórzem.
Nie chce, aby inny przeze mnie cierpieli. Przecież, gdyby wujek znalazł mnie w łazience w kałuży krwi, pękło by jemu serce. Do końca życia obwiniałby się, a tego na pewno nie chce.

Z tej sytuacji jest jeszcze jedno wyjście... A mianowicie odejście od Marco. Wydaje się proste, ponieważ nie mieszamy razem. Mogę przestać chodzić na treningi pszczółek, powiedzieć wszystko wujkowi, zaszyć się w domu na jakiś czas i po problemie.
Jednak jest to teoria... Trochę gorzej z praktyką. Nie potrawie odejść od blondyna. Kocham go i jak na razie nie wyobrażam sobie, życia bez niego.
Jest strasznie dużo tych przykrych słów w naszych wspomnieniach, ale bywają też te dobre. Marco w towarzystwie jest inny... Obdarza mnie swoim najpiękniejszym uśmiechem, jest czuły, opiekuńczy. Po prostu ideał. Lecz zmienia swoje zachowanie, gdy jesteśmy sami, najczęściej w domu. Wtedy staje się chłodny, widzę w jego oczach gniew... W takich momentach chce uciec, zobaczyć ścieżkę  metalicznego koloru spływająca po moim nadgarstku. Albo pokazać mu moje blizny chce, aby poczuł to ca ja czuję, gdy staje się nie do poznania....
Z moich jak, że ważnych rozmyślań wyrwał mnie głos mojego telefonu. Leniwie wstałam z krzesełka przy kuchennym stole i podeszłam do pułki w przed pokoju. Sięgnęłam po urządzenie i spojrzałam na wyświetlacz. Moje kąciki ust powędrowały ku górze. Zdjęcie brakowało Mario, który obdarza mnie najpiękniejszym widokiem swojego uśmiechu. W jego oczach jest coś takiego magnetyzującego....
- Daria wróć na ziemię !! - krzyknęłam sama na siebie. Szybko przyciągnęłam po ekranie zieloną słuchawkę.
- Hej Księżniczko !! - czułam, że się uśmiecha. - Jak się czujesz ??? Jak tam ci się mieszka w Dortmundzie. A !! I czy tęsknisz za mną ?? - z mojej twarzy nie schodził uśmiech. On jedyny wiem o mojej chorobie i martwi się o mnie. Oczywiście nie przesadzając.
- Po pierwsze to Część !! A po drugie to nie tyle pytań na raz. - powiedziałam radośnie. Jego głos działał cuda. Cały mój zły nastrój prysnął. Odszedł w zapomnienie. O wszystkich smutnych chwilach  zapomniałam....
- To mam lepszy sposób, na niezadawanie tyłu pytań na raz. - powiedział tajemniczo. A po chwili dodał - musisz tylko się zgodzić.
- .....
- Dariaa jesteś tam ??
- Jestem, ale teraz cicho. Rozważam za i przeciw. - powiedziałam radośnie. - To za : .............. Nie ma żadnych. Teraz przeciw : jesteś nie obliczalny, mogę sobie przez to krzywdę wyrzucić, albo.....
- Stop !! A teraz jedno ważne pytanie....
UFASZ MI ??- zapytał akcentując dwa ostatnie słowa.
- Przecież wiesz, że tak.- odpowiedziałam bez chwili namysłu.
- Takiej odpowiedzi oczekiwałem. A więc zacznij się pakować, bo za dwie godziny przyjedzie po ciebie Marco. - powiedział radośnie. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki mój dobry humor zniknął. Co z tym wspólnego ma blondyn ??
To  pytanie krążyło mi po głowie i nie chciało wyjść.
- A co z tym wspólnego ma Marco?? - zapytałam trochę przerażona.
- A bardzo dużo, aniołku.
- A mogę chociaż wiedzieć, gdzie jedziemy ?? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Mogę ci tylko zdradzić, jak będziesz na miejscu to twój uśmiech nie zejdzie ci z twarzy. - powiedział pewnie. Czułam, że się uśmiecha.
- To w takim razie mam jeszcze jedno pytanie, w zasadzie to dwa.
- Słucham....
- Czy ja w ogóle mam tutaj swoje zdanie ??
- Chyba... Na pewno nie ! - powiedział uradowany.
- Fajnie. A chociaż zdradzisz mi jaka jest w tym tajemniczym miejscu powoda, bo Nie wiem jakie rzeczy mam wziąć ??
- To jest taka sama pogoda jak w Dortmundzie. Czyli cieniutko.
- Dzięki - powiedział uśmiechniętą.
- A proszę- odpowiedział tym samym. - A teraz szykuj się bo masz czas do czternastej, a jest wpół do trzynastej. Część !!
- Cooo ?!? Część!! - powiedziałam po czym szybko się rozłączyłam miałam półtorej godziny na ogarniecie się i spakowanie. Pobiegłam pędem do szafy i pojawił się problem. Nie wiem na ile tam jedziemy. Nie chciało mi się już dzwonić do Mario, więc postanowiłam, że jak mi zabraknie ciuchów to sobie coś do kupię. Wyciągnęłam walizkę z szafy I zaczęłam pakować do niej rzeczy po około czterdziestu minutach  wszystko było spakowane. Zostało mi jeszcze się ogarnąć. Wzięłam do ręki ubrania, które przygotowałam wcześniej i ruszyłam w kierunku łazienki. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i ubrałam się w wcześniej przygotowane rzeczy. Następnie zrobiłam leciutki makijaż, który polegał tylko i wyłącznie na kresce nad oczami i pomalowaniem rzęs Postanowiłam, że włosy uczeszę w kłosa.
Wyszłam z łazienki i z walizką powędrowałam schodami ku dołu. Duży przedmiot zostawiłam w korytarzu przy drzwiach wejściowych i cofnęłam się na górę po torebkę. Sprawdziłam w niej czy wszystko jest. Wszystko było Więc jestem gotowa do wyjazdu. Postanowiłam, że  napiszę do wujka, bo dzisiaj miała być posiedzenie  rady  BVB wiec nie chce przeszkadzać. Przy okazji  sprawdziłam godzinę. Wskazywała za dziesięć czternasta. Odetchnęłam z ulgą. Napisałam, krótką wiadomość do wujka, że jadę z Marco i że nie będzie nas kilka dni.
Kiedy wysłałam wiadomość usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Skakałam po programach w poszukiwaniu czegoś  ciekawego. Zatrzymałam się dopiero na kanale z bajkami. Uwielbiam je :) Czyje się wtedy jakbym  miała sześć, siedem lat i oglądała je z moim braciszkiem. Zawsze po obejrzeniu ich udaliśmy je.
Tęsknię za rodzicami i Kubą. Chciałabym, żeby byli tutaj. Zawsze zastanawiałam się co by było gdyby nie zginęli. ( Po moim policzku spływały już  łzy. )
Może teraz grałabym w FC Barcelonie, Borussii Dortmund, albo innym sławnym klubie ? Tego nie wiem i na pewno się nie dowiem. Kiedyś kochałam grać w piłkę, ale po śmierci rodziców przestałam. Spytacie dlaczego ?? Odpowiedź jest bardzo prosta. Piłka przypomina mi chwilę kiedy grałam z tatą i braciszkiem. Na początku jest radość, uśmiech na twarzy, a potem..... Potem są tylko łzy. Wspomnienia, które z chęcią bym wyrzuciła z mojej głowy. Jednak się nie da. Będą one towarzyszyły mi do końca życia.....
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi.
Wierzchem dłoni dotarłam mokry policzek i wolnym krokiem udałam się do miejsca, w którym ktoś dzwonił. Wzięłam głęboki oddech i mozolnie otworzyłam drewniane, ciemne drzwi. Za nimi stał nie kto inny jak Marco. Piłkarz chyba zauważył ścieżki łez, bo bez słowa podszedł do mnie i przytulił. Takiego właśnie kocham Reus'a ❤❤❤ Troszczącego się o innych, a nie zimnego brutala.
- Proszę nie płacz, Księżniczko. - mówił takim troskliwym głosem. W obecnej chwili czułam się bezpiecznie.
- Przepraszam, ale wspomnienia powróciły związane z moimi rodzicami i Kubą. - powiedziałam smutnym głosem i jeszcze bardziej wtuliłam się w klubową jedenastkę.
- Nie masz za co mnie przepraszać. Kocham Cię i zawsze możesz na mnie liczyć.
- Dziękuję. - moje kąciki ust powędrowały ku górze.
- I właśnie to chce widzieć.- na jego twarzy także zagościł piękny uśmiech.
- Jedziemy w niewiadome mi miejsce ?? - zapytałam z nadzieją, że zdradzi mi gdzie się wybieramy.
- Zobaczysz. Mogę ci tylko zdradzić, że będziesz zadowolona. - powiedział tajemniczo. Po czym wziął moją dużą walizkę i ruszył w kierunku białego BMW. Nie zostało mi nic innego  jak wsiąść torebkę i iść za nim. Po drodze do auta, zakluczyłam dom. Marco jak to na dżentelmena przystało otworzył mi drzwi, a kiedy wsiadłam zamknął je. Następnie powędrował wokół samochodu i zajął miejsce obok mnie. Zapalił silnik i ruszyliśmy w bliżej nie określonym mi kierunku.

Jakiś czas później :)
Marco :*

Jechaliśmy w ciszy. Prawdę powiedziawszy nie umiałem zacząć rozmowy.  Nie wiedziałem co  powiedzieć. Czułem wewnętrzna bezsilność . Czułem, że mam wielką kulę w gardle i nie mogę jej się pozbyć. Istny koszmar !!!
Daria podczas drogi zasnęła. Jest taka piękna jak śni :* Na jej twarzy widnieje delikatny uśmiech, który jeszcze bardziej podkreślał jej piękno. Lubię na nią patrzeć, kiedy śni. Wtedy wydaje się taka szczęśliwa. Kocham tą dziewczynę ponad życie i nie chciałbym jej stracić.....

Po około pięciu godzinach dotarliśmy pod piękną rezydencję i jeszcze piękniejszy ogród. Trzeba przyznać, że poczucie stylu to Mario ma. Nie chwaląc się, to oczywiście ja mam je większe :P
Zaparkowałem na podjeździe i spojrzałem na drzwi wejściowe. Pojawił się w nich szatyn, z uśmiechem od ucha do ucha. Wysiadłem jak najszybciej z auta i przywitałem się z braciszkiem. Nasze powitanie z perspektywy obcej osoby wyglądało komicznie. 

-Część !! - wykrzyczał Mario.
- Hej !! - powiedziałem uśmiechnięty.
- A gdzie Daria ?- zapytał mnie zdziwiony Mario.
- Zasnęła podczas drogi. Nie mam serca, aby Jej budzić. - wyjaśniłem.
- Ty nie masz, ale ja mam!!- powiedział radośnie. Podszedł do samochodu, otworzył przednie drzwi i zaczął łaskotać Dee.

Daria (*^o^*)

W oddali widzę piękne drzewo. Coś w głębi mnie pragnie tam podejść. Początkowo opieram się.... Lecz później ulegam. Idę wolnym krokiem. Czuję, że każdy następny ruch sprawia mi coraz większą trudność.
Spoglądam na swoje dłonie. Nie są one tak młode jak wcześniej... Teraz są całe w zmarszczkach... Jak u starszej pani....
Przechodzę obok małego jeziorka. Nie mogąc uwierzyć zaczynam patrzeć w wodę. Ujrzawszy swoje odbicie nie mogę uwierzyć w to co widzę.... Jestem starszą kobietą !!!
-Daria, kochanie !! Gdzie jesteś ??- usłyszałam głos starszego mężczyzny. Błyskawicznie odwróciłam się i ujrzałam.....


~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej :) Mam małe pytanko....
Ostatnimi czasami korci mnie na założenie bloga, ale byłby nie typowy. Chodzi mi tutaj o opowiadanie związane z powstaniem i drugą wojną światową. Oczywiście nie zabraknie wątku z piłką nożną, prawdziwej przyjaźni i zakazanej miłości.
I co o tym sądzicie ??
Czekam na wasze  odpowiedzi :)

A jeśli chodzi o ten rozdział to pozostawiam waszej ocenie. Liczę, że podzielicie się ze mną swoimi opinia. Mogę was prosić o dłuższe komentarze ??

Ps. Dodałam małą ankietę. Jak byście mogli to proszę o wasze opinię be niej :)

CZYTASZ + KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ




wtorek, 14 października 2014

Czy jest sens ...

Od pewnego czasu zastanawiam się czy jest sens pisania tego bloga. Może powinnam zawiesić ?? Nie wiem sama :(
 Jest coraz mniej komentarzy, wyświetleń.
Niby bloga obserwuje jedenaście obserwatorów, ale w komentarzach tego w ogóle nie widać.
Może dlatego, że moje rozdziały są brzydkie i nie umiem pisać ?? Jeśli  tak  jest to napiszcie to w komentarzach.
Jak będę umiała to poprawię się. A jeśli i to nie wyjdzie to po prostu usunę tego bloga.
Przecież pisze go  dla was ❤
Jeśli chcecie ze mną pogadać to piszcie na GG . Na pewno wam dopisze  :)
Numer GG :  51592138
Następny rozdział ----> JEDENAŚCIE KOMENTARZY !!!! 

piątek, 26 września 2014

Rozdział 11 ╮(╯▽╰)╭

Rozdział dedykuję Patrycji Misiak. To dzięki tobie zaczęłam pisać ten rozdział.
Dziękuję ci (*˘︶˘*)

Proszę o przeczytanie notatki pod rozdziałem.
Ps. Dodałam opcje obserwatorów :) 

Daria

Powędrowałam do sali numer 102 i otworzyłam drzwi. To co tam zobaczyłam totalnie mnie zamurowało. Marco całował się z jakąś dziewczyną !!! 
Czułam, że moje serce rozbiło się na milion drobniutkich kawałeczków. Do moich oczu zaczęły napływać łzy. Po chwili dałam spust swoim emocjom. Nie potrafiłam przestać. Płakałam jak małe dziecko.
Odwróciłam się i trzasnęłam drzwiami. Wychodząc ze szpitala, ktoś złapał mnie za rękę. Odwrócił mnie w swoją  stronę i zobaczyłam, że to był Marco. Nie miałam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. Chciałam mu się wyrwać,ale on objął mnie w pasie i nie miał nawet najmniejszego zamiaru mnie puścić.
- Zostaw mnie !!- krzyknęłam przez łzy.
- Niee!! Za bardzo mi na tobie zależy. Zakochałem się  od pierwszej chwili, kiedy cię zobaczyłem. - powiedział patrząc prościusieńko w moje paczałki.
- Dlaczego mi to zrobiłeś ?? - zapytałam nadal płacząc. Nie umiałam tego zrozumieć. Mówi mi, że mnie kocha, a całuję się z inną dziewczyną. Pewnie jak bym wtedy nie weszła to nie skończyło by się tylko na pocałunkach.
- Wiem, że to głupie tłumaczenie się ,ale to ona weszła do sali i mnie pocałowała. A ... - Nie dałam mu dokończyć.
- A ty jako grzeczny chłopiec postanowiłeś odwzajemnić to. - powiedziałam odrobinkę podniesionym głosem. - Możesz mnie już puścić!! Wyjaśniliśmy sobie już wszystko!! - Zaczęłam się wyrywać, ale Reus nie chciał mnie puścić. Zaczęłam nawet uderzać pięściami w jego klatkę piersiową. Wtedy chłopach objął mnie jeszcze mocniej.
- Przepraszam, ale nie pozwolę ci odejść. Zrobię wszystko co tylko byś chciała, tylko mi wybacz. Proszę cię o to.  NIKOGO NIE KOCHAM TAK JAK CIEBIE !!- powiedział podkreślając ostatnie zdanie.
- Marco ja też cię kocham, ale nie wiem....- nie było mi dane skończyć. Marco zmniejszył nasz dystans do minimum i pocałował mnie. Na początku nie chciałam, ale potem uległam. Odwzajemniłam jego pocałunek, choć wiem, że tego nie powinnam zrobić.
Kiedy zaczęło nam brakować tlenu, odkleiliśmy się od siebie. Popatrzyłam mu prosto w oczy i wiedziałam, że moje serce mu wybaczyło.
- Obiecaj mi, że to już nigdy się nie powtórzy !!- powiedziałam patrząc nadal w jego tęczówki.
- Obiecuje kochanie. - powiedział i się uśmiechnął. Odwzajemniłam ten gest.
- Choć pojedziemy do mnie. - powiedział blondyn. Ja nic nie odpowiedziałam tylko się uśmiechnęłam. Marco splótł nasze dłonie i ruszyliśmy w kierunku mojego samochodu.
Po niespełna trzech minutach siedzieliśmy w środku. Ja po stronie kierowcy, a blondyn obok mnie.  Zapieliśmy pasy i odpaliłam silnik. Chwilę później zajmowaliśmy się już na drodze.
Przez całą drogę milczeliśmy. Raczej nie powinnam zostać u Marco. Mam straszny mętlik w głowie. Nie wiem czy dobrze zrobiłam tak szybko mu  wybaczając. Dochodzę do jednego wniosku, że jestem łatwowierna.
Po około czterdziestu minutach zajechałam pod dom Reus'a. Piłkarz chciał już wysiadać, ale złapałam go za rękę.
- Kochanie nie obrazisz się jak nie wejdę ?? - zapytałam niepewnie.
- Szkoda, ale jak nie chcesz to nie. - powiedział smutny.
- Na poprawę humoru mogę obiecać, że zobaczymy się jutro. - lekko się uśmiechnęłam co odwzajemnił.
- Zaczynam już odliczać sekundy. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem....-  nie pozwoliłam mu dokończyć.  Zamknęłam mu jadaczkę namiętnym pocałunkiem. Chłopak go odwzajemnił. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, było widać na twarzy Marco wielki uśmiech. Oczywiście na mojej mordce zagościło to samo. Z chęcią teraz bym u niego została, ale nie mogę. Klubowa jedenastka opuściła mój samochód i wyjęła swoją torbę z tylnego siedzenia. Spojrzałam na niego, kiedy szukał ( chyba ) kluczyków do domu i odjechałam. Droga do domu zajęła mi trzydzieści minut. Zaparkowałam samochód na podjeździe i zaczęłam szukać kluczy do mieszkania. Okazuje się, że w torebce mam same nie potrzebne rzeczy. Już  miałam wyrzucać wszystkie rzeczy z walizki, kiedy jakiś samochód zajechał na podjazd. Odwróciłam się i zobaczyłam, że to samochód wujka. Wysiadłam z maszyny i ruszyłam w stronę Jürgena. On zrobił to samo. Spotkaliśmy się przy furtce.
- Co się stało ?? Myślałem, że dzisiaj Marco wychodzi ze szpitala i wrócisz później ??- zapytał mnie troskliwym głosem wujek.
- Wszystko w porządku. - wymusiłam uśmiech.
- Właśnie widzę. Choć przygotuję gorącą czekoladę i wszystko mi opowiesz. Dobrze Dee ??
- Jak mus to mus. - lekko się uśmiechnęłam.
Wujaszek otworzył drzwi (swoimi kluczami) i weszliśmy do środka. Ja powędrowałam do salonu, a trener do kuchni. Włączyłam telewizor i zaczęła zastanawiać się na którym kanele są BAJKI. Prawda jest taka, że je kocham. W nich zawsze jest happy end. Uczą nas zawsze czegoś nowego. Przypomniałam sobie, na którym kanale są. Wcisnęłam na pilocie sto dwadzieścia sześć i pojawiła mi się bajka Disney. Leciał akurat Kubuś Puchatek. Usiadłam wygodnie na sofie i zaczęłam oglądać.
W pewnym momencie ktoś zasłonił mi ekran. Spojrzałam ku górze i to był nie kto inny jak kochany wujaszek.
- Wujku a sioo !! Ja tu baje oglądam. - powiedziałam jak mała dziewczynka.
- A ty nie wyrosłaś z tego ?? - Zapytał.
- Anii troooche. Ja chcieć bajeeeee !! - wujek odsunął się, a ja na ekranie zobaczyłam Kłapouchego.
- Wuuuujek patrzzz !!!!!! - pokazałam palcem na plazmę.
- Widzę księżniczko. Masz może ochotę na gorącą czekoladę z bitą śmietaną ?? - Zapytał wujek pokazując na stół.
- Tiiiaaak !! - wzięłam ze stołu kubek i upiłam łyk.
- Pychotka - powiedziałam po chwili.
- Piękne masz białe wąsy słoneczko.- zaśmiał się Jürgen.
- Huura mam białe wąsy.
- Księżniczko ?? - Zapytał niepewnie czterdziesto sześciolatek.
- Tiak staruszku ?? - powiedziałam uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Tylko mnie je osukuj!- pokiwałam głową - dlaczego tak wcześnie wróciłaś ?? Wiem też, że chodzi o Marco. - cała moja radość zniknęła jak za pstryknięciem palca.
- Nic się nie stało. Po prostu Reus musi dużo odpoczywać, a ze mną było by to nie możliwe. Przecież ja nie umiem wysiedzieć w  jednym miejscu. - kłamałam jak z nut. Nie chciałam, aby wujaszek się o tym dowiedział.
- Nie wierzę ci. Masz powiedzieć mi prawdę !! Wiem, że wolałabyś pogadać z Ulla, ale nie ma jej teraz. Proszę powiedz co się dzieję. - Nie potrafiłam dalej kłamać. Nie Jürgen'owi.
- Ale obiecaj, że nic z tym nie zrobisz ??
- Obiecuję.
- Masz rację chodzi o Marco. Kiedy pojechałam po niego i weszłam do sali - po moim policzku spłynęła jedna samotna łza.-On się całował z inną. - teraz wybuchłam płaczem. Wujek mnie przytulił. Wiedział, że potrzebuję  teraz tylko czyjejś obecności. Nie potrzebne były słowa, wystarczyła cisza.

Kilka godzin później.
Perspektywa Marco.

Siedziałem właśnie w salonie, upijając łyk herbaty i rozmyślałem.
To co się wydarzy w szpitalu nie powinno mieć miejsca. Nie mam pojęcia dlaczego uległem tej fance. Wcześniej też zdarzały się takie sytuację, a wtedy nawet nie pozwałem się zbliżyć im do mnie. Nie rozumiem własnego siebie.  Przecież przez to mogłem stracić osobę, na której mi najbardziej zależy. Mogłem stracić Darię. Moją ukochaną !!
Z moich rozmyślań wyrwał mnie dźwięk dobrze mi znanej melodii. Była to piosenka Justina Biebera ,,Baby". Oznajmiała mi, że dzwoni mój braciszek. Odebrałem telefon.
- No nareszcie. Dłużej nie można było!!- zapytał odrobinkę wkurzony Götze.
- On no przepraszam. Co tam u ciebie słychać maluszku?? - od razu na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech.
- Ja nie jestem, żadnym maluszkiem!!- a jednak miałem rację, że się wkurzy.
- No dobrze pączusiu :)- nie potrafiłem przestać.
- Po pierwsze to są mięśnie, a po drugie to dzwonię się zapytać co tam u mojej żabci słuchać?? - czułem, że się uśmiechnął.
- A dobrze misiu.- nie pozostałem dłużny. - A u ciebie króliczki ?? - uśmiechnąłem się do słuchawki.
- A nawet,nawet. Tęsknię za tobą słoneczko.
- Ja za tobą też kochanie :) Może niedługo się zobaczymy ??? - zapytałem pełen nadziei.
- Jasne!! Jak tylko będzie można kotku. A teraz kończę, bo musisz odpoczywać. Masz kłaść się już spać!! - rozkazał Mario. W jego głosie było słychać troskę.
- Oczywiście mamusiu :) Kocham Cię. Papa.
- Część. A i ja też cię kocham. - po tych słowach mój przyjaciel rozłączył się. Nie wiem co bym bez niego zrobił.
Spojrzałem na zegarek była 23.30. A wiesz jak mówiła moja kochana mama mam iść się spać i tak zrobię. W drodze do sypialni zaznaczyłem o łazienkę. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem bokserki. Następnie udałem się do łóżka. Przed samym snem postanowiłem wysłać SMS'a.
Napisałem:

Część kochanie❤❤❤❤ 
Wiem, że już późno, za co przepraszam. Ale muszę życzyć ci pięknych snów. Może choć troszkę będzie w nim o mnie ?? Mam taką nadzieję :)
Śpij smacznie mój aniele ❤❤
Ps. KOCHAM CIE JAK NIKOGO INNEGO.

I wysłałem. Położyłem się wygodnie na łóżku i zgasiłem nocną lampkę.
Zasnąłem myśląc o mojej ukochanej.

«~~~~~~~~~~~~~~~»
Przepraszam was za tak długa przerwę, ale wszystko w moim życiu się sypie :( Wiem rozdział o niczym, a do tego taki krótki. Chyba nie umiem pisać opowiadań. 

Mam do was prośbę. Jest dziewięciu obserwatorów,a komentuję z nich może trzech. Proszę was o komentarze i żeby były one SZCZERE !!

Chciałabym wiedzieć czy ktoś czyta moje opowiadanie i opinie co do niego.
Jeśli nie chce pisać długo, to proszę was tylko o jakoś EMOTKE.

Co do następnego rozdziałów to postanowiłam, że będą pojawiać się raz na trzy tygodnie. Jak się uda to nawet częściej.

(*^o^*) CZYTASZ=KOMENTUJESZ (*^o^*)

Ps. Kocham was. Jesteście wspaniałe ❤❤❤

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 10 :D



Proszę przeczytajcie informacje pod rozdziałem.

Mario *.*

- To ty !! - powiedzieliśmy równocześnie. W pewnym momencie dziewczyna zaczęła tracić przytomność. Zaczęła opadać ku ziemi. Na szczęście miałem rewkles  i  ją złapałem. Byłem przerażony.
- Idźcie po lekarza - powiedział Dede. Kuba i Piszczek ruszyli pędem.
-Mario sprawdź jej puls !! - rozkazał Jürgen. Zrobiłem co kazał. Sprawdziłem. 
Miała ledwo co wykrywalny.
  Strasznie się przestraszyłem. Bałem się strasznie o nią. Sam nawet nie wiem dlaczego. Przecież znam ją dopiero, a raczej powinienem powiedzieć, że w ogóle jej nie znam.  Ale coś do niej mnie ciągnie. Sam nie wiem. A może ten sen ?? Przecież to ona, ale co to może oznaczać. Może to jakieś przeznaczenie ?? Fajnie by było, ale to przecież nie możliwe. Ona jest z Marco. On jest moim przyjacielem i nie mam serca jemu jej odebrać. A tak w ogóle to ona by nie chciała. Kocha Reus'a, a ja nie chcę jej ranić. Zostaje jeszcze jedna sprawa. Skąd ona mnie w ogóle zna. Przecież nigdy się nie poznaliśmy. Może też jej się śniłem ?? Mario wróć na ziemie. Pewnie widziała mnie w telewizji i tyle. 
Z moich jak, że ważnych rozmyślań wyrwał mnie głos Piszczka. 
-Jesteśmy już i przyprowadziliśmy ze sobą lekarza. - powiedział szybko.
- Co się dzieję ??-  Zapytał spokojnie lekarz.
- W pewnym momencie nie wiadomo dlaczego zaczęła opadać mu ziemi. Straciła przytomność i nie można jej ocucić. Ma słabo wykrywalny puls. - powiedział trochę zdenerwowany Dede. 
Lekarz nic nie powiedział. Odwrócił się i pobiegł w bliżej nie określone miejsce. Po jakiś dwóch minutach wrócił z dwoma (chyba) pielęgniarzami. Jeden z nich pchał łòzek szpitalny. Wiedziałem co z tym się wiąże. 
- Proszę odsunąć się od dziewczyny. - powiedział jeden z pielęgniarzy. Na samym początku nie chciałem, ale po chwili ustąpiłem. Uświadomiłem sobie, że tylko będę przeszkadzał a to na pewno nie pomoże Darii. Po chwili dziewczyna była już na łóżku i zabrali ja na badania. 
Odprowadziłem ja wzrokiem i właśnie wtedy spojrzałem w stronę sali z Marco. Uświadomiłem sobie, że zapomniałem o swoim przyjacielu. Poczułem się jak jakiś idiota. Powinienem być przy nim, a nie myśleć o jego dziewczynie. Muszę to naprawić. Popatrzyłem się na chłopaków i powiedziałem : 
- Co z Marco ?? Można wejść do niego ?? 
-Lekarze nic nam nie powiedzieli czy ktoś może do niego wchodzić, ale raczej tak. - powiedział Sebastian. 
- Może lepiej zapytać się lekarza ?? - zaproponowałem. 
- Masz rację - poparł mnie Mats. - To teraz trzeba go znaleźć ! - powiedział Kevin
- Boże !! Kevin co byśmy bez ciebie zrobili. Ty zawsze masz takie genialne pomysły. Kochamy Cię !! - powiedział,a ostatnie dwa wyrazy wykrzyczał Kuba. Wszyscy zaczęliśmy powstrzymywać się od śmiechu. Prawie się już uspokoiliśmy, gdy nagle Hummi wybuch śmiechem. Po dwóch sekundach każdy leżał na podłodze. Ja i pewnie wszyscy nie umieliśmy się uspokoić. 
W pewnym momencie nie wiadomo skąd pojawił się lekarz i wszyscy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamknęliśmy swoje jadaczki. Zapadła cisza. 
Doktor powiedział : 
-  Stan Pana Marco jest stabilny. Można nawet powiedzieć, że się poprawił. A i żebym nie zapomniał. Można do niego zajrzeć. Ale proszę o krótkie wizyty. 
- A kiedy będzie mógł wyjść ze szpitala ?? - Zapytał Roman. 
- To się okaże w najbliższych dniach.
- A kiedy będzie mógł wznowić treningi ?? - tym razem głos zabrał mòj były mentor, a mianowicie Jürgen Klopp. 
- To wszystko zależy od badań. Jeśli nie ma więcej pytań to przepraszam, ale muszę iść. -powiedział miłym głosem lekarz. 
- Nie mamy więcej pytań. Za wszystko dziękujemy. - powiedział kapitan pszczółek.
-  Podziekujecie mi jak wasz przyjaciel wyjdzie ze szpitala. A teraz przepraszam. - powiedział lekarz i obdarzył nas wszystkich uśmiechem. Każdy z nas go odwzajemnił. Tak mi się chociaż wydaje.  Po czym odwrócił się i ruszył w swoim, bliżej mi nie określonym kierunku. Wszyscy odprowadziliśmy go wzrokiem, do momentu kiedy zniknął za ścianą. 
Po chwili wybuchł totalny Armagedon. Wszyscy chcieli wejść do Marco. Ale w tym nie było żadnego problemu. Problem był w tym, że każdy chciał wejść pierwszy. Można by było z tego komedię nakręcić. Wszyscy wymachiwali dłońmi, nogami , a tak właściwie to całym ciałem. 
Ja postanowiłem, że będę ten mądry i wykorzystam sytuacje i wejdę pierwszy do mojego najlepszego przyjaciela. Jak pomyślałem tak zrobiłem. Postanowiłem również, że ominę swoich przyjaciół bezpieczna odległością. Kiedy to wykonałem byłem przy samych drzwiach. I właśnie wtedy cała moja odwaga się ulotniła. Jakby teraz ktoś przy mnie stanął to zobaczyłby w moich oczach strach. I to wielki strach. 
Ale teraz to nie ważne, ważny jest mój przyjaciel.  Niepewnie położyłem dłoń na klamce i przycisnąłem ją. Następnie popchnąłem drzwi i weszłem do środka. 
Sala była nawet dużo. Biały sufit i reszta ścian szarych. Po prawej stronie bliżej drzwi znajdowała się dużo szafa ( sam  nawet nie  wiem po co ).  Była ona w ciemnym brązowym odcieniu. Przy szafie znajdowało się ogromne lustro. Od podłogi do sufitu. Więc można było obejrzeć się od dołu do góry.  Po lewej stronie pokoju znajdowało się okno, podzielone na dwie części. Były nawet nawet, jeśli chodzi o wielkość. Dzięki temu do pokoju wpadało bardzo dużo światła.  Kiedy spojrzałem na środek pomieszczenie aż mnie zamurowało. Było tam łóżko, na którym leżał mój przyjaciel. Był on podpięty do wielu kolorowych kabelków, które były podłączone do sprzętu po lewej stronie łóżka. Natomiast po prawej stronie znajdowała się szafka nocna. Była ona w takim samym odcieniu jak duża szafa. W kącie po prawej  stronie stało krzesło. 
Kiedy podeszłem bliżej przyjaciela ujrzałem na jego ciele, które nie było schowane pod białą kadrą, można było dostrzec wiele silników. Coś w środku mnie zakuło ( strasznie mocno ), kiedy patrzyłem na Marco. Jedna samotna łza zaczęła spływać po moim policzku. Od razu ja otarłem dłonią. 
Sięgnąłem po krzesełko i ustawiłem je obok łóżka klubowej jedenastki. Następnie zająłem na nim miejsce. Zacząłem się przyglądać aparaturze.
Dlaczego ja odeszłem do Bayernu München. Przecież tutaj mam przyjaciół, rodzinę. Tu się wychowałem. W klubie nie brakowało mi niczego. Czułem, że mogę się tutaj nauczyć jeszcze więcej, ale mój agent zaproponował mi ten głupi kontrakt. Zadzwonili do niego i powiedzieli, że chcieliby mnie w swoich szeregach. Na początku nie chciałem, ale po namowach agenta i może troszeczkę rodziny, zgodziłem się. Ale najtrudniejsze było powiedzieć drużynie. Nie wiedziałem jak to zrobić.  Na początku powiedziałem Marco, bo uważałem, że on powinien być pierwszy. Kiedy mu to powiedziałem zaczął płakać. A wtedy poczułem ukucie w środku. Mój przyjaciel mnie zrozumiał i poszedł ze mną powiedzieć drużynie i trenerowi.  Postanowiliśmy, że zrobimy to po treningu. Kiedy skończyliśmy towarzyski męczył trener nas zawołał, aby zakończyć na dziś. Marco poprosił, aby na chwilę zostali bo mam im coś do powiedzenia. Powiedziawszy szczerze bałem się ich reakcji. Bałem się, że nie zaakceptują mojej decyzji. 
Kiedy im już powiedziałem widziałem po ich twarzach, że ich rozczarowałem. Każdy miał łzy w oczach.  I w tym momencie mnie zamurowało. Podszedł do mnie trener i powiedział słowa, które na zawsze zapadły mi w pamięci : 
-  Mario, życzę Ci powodzenia w nowym klubie. Pamiętaj, że my zawsze będziemy z tobą, zawsze ci pomożemy i zawsze będziemy na Ciebie czekać !! Zawsze będziesz mógł wrócić do nas. - powiedział i mnie przytulił, a ja jak małe dziecko rozpłakałem się. Nigdy,ale to przenigdy nie zapomnę tych słów. 
Następnie podchodziły wszystkie pszczółki, przytulali mnie i życzyli powodzenie. Strasznie ich kocham. Każdy czegoś mnie nauczył. Bez wyjątku.
(Pośród do teraźniejszości ) 
Po chwili zaczęły mi przed oczami pojawiać się obrazy. Byłem na nich ja i Marco. A były na nich nasze rozmowy, czy wygłupy. Brakuje mi go w Monachium. I to strasznie.

   Powróciłem do rzeczywistości. Spojrzałem na mojego przyjaciela i samowolnie moje kąciki ust się podniosły.  Oczywiście na myśl wspomnień. 
Powiedziałem do niego : 
- Marco wiem, że to nie jest łatwe, ale musisz walczyć.  Wiem, że już to robisz, ale może uda ci się jeszcze bardziej. Jest ci na pewno ciężko,  tracisz siły, ale musisz walczyć. Dla mnie, dla chłopaków i dla Darii. Wszyscy cię potrzebujemy. Jesteś nam potrzebny, więc walcz przyjacielu. 
Pamiętasz jak się poznaliśmy ?? Nasze odpały na treningach czy mieście ?? Nasze kłótnie o nic?? Nasze wypady do klubów ?? Co dziennie musieliśmy coś odpalić. Zawsze powtarzałeś : '' Bez odpału dzień stracony '' 
A pamiętasz jak  się upiliśmy i chodziliśmy po parku śpiewając ?? Jak razem wylądowaliśmy na komisariacie bo postanowiliśmy, że zakłócimy ciszę nocną ?? Jak przebraliśmy się za pszczółki i poszliśmy tak na trening??- na myśl tych wspomnień zacząłem się szczerzyć. Tych chwil nie zapomnę. 
-Marco proszę nie zostawiaj mnie. Ja bez ciebie nie potrafię funkcjonować. Dzwonimy do siebie prawie codziennie. Przecież wiesz, że jesteś dla mnie jak rodzony brat. 
MARCO PROSZĘ WALCZ !! - Tymi słowami zakończyłem swój menalog. Z mojego oka samowolnie spłynęła jedna samotna łza. Otarłem ją szybko dłonią. Czułem w środku, że zaraz wybuchnę. Spojrzałem jeszcze raz na farbowanego blondynka i wyszedłem z sali. Kiedy zamknąłem drzwi i odwróciłem się, nie wytrzymałem. Rozpłakałem się jak małe dziecko. Osunąłem się ku podłogi. W pewnym momencie poczułem, że ktoś mnie przytula. Podniosłem głowę i zobaczyłem Dede. Zawsze na niego mogę liczyć. 
- Mario wszystko będzie dobrze!! Zobaczysz Marco szybko wyjdzie ze szpitala. - powiedział opiekuńczym głosem. 
- Mam taką nadzieję. - powiedziałem i otarłem łzy. Wiem, że nie mogę się rozklejać. Ale nie mogę nic zrobić. Mogę tylko czekać i to mnie właśnie wkurza. Ta bezsilność !!


Dwie godziny później. 
Narracja trzecioosobowa. 

W życiu bywają dobre, ale i też te złe chwilę. W zależności jakie one są dla nas to taki jest czas. Kiedy jesteśmy szczęśliwy, to wtedy czas biegnie jak opętany. Byle szybciej i szybciej. Bez żadnego spowolnienia. Ale w chwilach dla nas złych, smutnych, czasem tragicznych jest całkiem odwrotnie. Tutaj czas się wlecze, czasem staję i co najgorsze nie chce przyspieszyć czy dopiero co ruszyć.
I tak właśnie było z nimi. Nie wiedzieli co ze sobą zrobić. Mieli wrażenie, że to trwa już wieczność.
W ich myślach krążyły pytania, na które chcieli znać odpowiedź. Lecz było to niemożliwe. Lekarze, pielęgniarki nie chcieli powiedzieć co z blondynką.
Wszyscy byli w swoim świecie. W świecie dobrym z nadzieją na każdym napotkanym zakręcie. Właśnie tam wszyscy byli szczęśliwi. Nie było złych ludzi. Nie były potrzebne szpitale czy posterunki policji. Nie było łez smutku. Każdy chciał, aby właśnie tak wyglądało naprawdę. Aby był taki właśnie świat !!!
Jedna osoba jeszcze jednego strasznie żałowała. A był kto nie inny jak Mario Götze. On pragnął cofnąć się do czasu, kiedy podjął tą złą decyzję. Aby do tego drugiego raz nie dopuścić.
Ale tak się nie stanie. To nie możliwe. Ale zawsze można przecież pomarzyć. Tego Nie zabierze mu nikt.
W pewnym momencie na korytarzu pojawił się lekarz. Ku zdziwieniu szedł właśnie do nich. Kiedy był już blisko wszyscy wstali jak jeden mąż. Nie odzywali się bo wiedzieli, że i tak nic tym nie wskórają. Więc postanowili stać cicho, choć było to strasznie trudne.
Po upływie minuty lekarz się odezwał.
- Przepraszam, że przychodzę dopiero teraz do panów, ale wcześniej nie mogłem. Starałem się jak tylko mogłem do zmiany decyzji pacjentki, ale niestety się nie udało.- powiedział zasmucony.
- Ale o co chodzi ?? - zapytał Dede.
- Pacjentka postanowiła, że chce, aby tylko jedna osoba wiedziała o jej stanie zdrowia.- po słowach lekarza, wszystkich zamurowało.
-Ale jak to ?? - Zapytał z niedowierzaniem Kuba.
- Przykro mi, ale tajemnica lekarska jest w mojej pracy ważna.
Pacjentka postanowiła, że powie wszystko mężczyźnie, z którym ostatnio rozmawiała. Można wiedzieć, który to z panów ?? - Nie wiedzieli co mają powiedzieć. Byli strasznie zaskoczeni wyborem dziewczyny. Prawdę mówiąc to Mario nie wiedział dlaczego właśnie jego wybrała. Ale chyba tego nikt nie wiedział.
- To ja - powiedział niepewnie chłopak.
- Zapraszam Pana ze mną do gabinetu. - Było widać po minie piłkarza niepewności. Reszta dla otuchy poklepała go po ramieniu. Götze niepewnie ruszył za lekarzem. Szli już dobre dwie minuty, kiedy lekarz zatrzymał się.
- Za chwilę wracam. - powiedział i wszedł do sali. Chłopak był  strasznie ciekaw do kogo wszedł lekarz. Zrobił kilka kroków w stronę okna i spojrzał w nie. Zobaczył JĄ. Była strasznie blada. Götze strasznie się przestraszył. Postanowił, że grzecznie JUŻ poczeka na lekarza. Oddalił się od okna i usiadł na pobliskim krześle.

Dziesięć minut później. 
Mario =) 
Czekałem i czekałem. Lekarz miał wejść tylko na chwilę, a minęło już dobre dziesięć minut. 
Przez ten cały czas zastanawiam się dlaczego właśnie mnie wybrała. Przecież w ogóle się nie znamy. Nic z tego nie rozumiem❗❗ Mam nadzieję, że w najbliższym czasie wszystko się wyjaśni.
Z moich rozmyślań wyrwał mnie lekarz. 
- Pacjencja postanowiła, że ja mam panu wszystko powiedzieć. 
- A dlaczego ona nie może ?? 
- Po prostu boi się pana reakcji. - powiedział smutnym głosem lekarz. 
- Aha. A będę mógł do niej zajrzeć po naszej rozmowie ??
- Jeśli nadal będzie pan chciał to tak.
- Co ma znaczyć to ' jeśli nadal będzie pan chciał ' ?? - zapytałem nie wiedziałem już niczego. A raczej nie rozumiałem niczego.
- Zapraszam do gabinetu. Tam pan się wszystkiego dowie. - powiedział lekarz i ruszył w bliżej nie określone mi miejsce. Nie miałem innego wyjścia jak ruszyć za nim. Po chwili byliśmy już w jego gabinecie.
Wskazał mi miejsce do spoczynku. Kiedy usiadłem zajął miejsce po drugiej stronie biurka. 
- Może mi pan wreszcie wszystko wyjaśnić ?? - zapytałem trochę już zdenerwowany.
- Tak. Stan zdrowia pacjentki nie jest dobry. Choruje ona na raka kości i jest to nieuleczalnie. - w moich oczach zaczęły zbierać się łzy. - Wcześniej choroba nie atakowała i było wszystko dobrze. Ale niestety już tak nie jest. 
Ostatnio choroba zaatakowała, a my nic nie możemy zrobić. Przykro mi. 
- Ale przecież można przeszczep zrobić czy chemię. Sam nie wiem. Nie jestem lekarze, to pan jest i powinien coś zrobić, aby jej pomóc !! -  Sam nie wiem dlaczego zacząłem krzyczeć na tego faceta. 
- Mówiłem już wcześniej. To choroba nie uleczalna. Tak jest w wypady pani Darii. Z tego co widziałem jej kartę, ma tą chorobę od czternastego roku życia. Czyli już cztery lata. Niech pan uwierzy, że jej rodzina jeździła po całym świecie i starała jej się pomóc. Ale wszędzie słyszeli ta sama odpowiedź : ' Przykro mi, ale nic nie da się zrobić' . Ciekawe ile by pan wytrzymał słysząc coś takiego ?!
- Chcę mi pan powiedzieć, że Daria już nawet nie chce spróbować ?!- powiedziałem ( krzyknąłem ) zszokowany.
- Tak
- To niemożliwe. Idę z nią porozmawiać. - jak powiedziałem jak zrobiłem. Wyszedłem z pomieszczenia i ruszyłem w kierunku sali Darii. Idąc zacząłem płakać. Wyszedłem jak szybko, a nie zapytałem się tego faceta o jedno. A mianowicie : ' Ile jej zostało czasu'. Potem się dowiem. Nie wiem czy w ogóle chce wiedzieć. Ale muszę i koniec.
To pytanie nie dawało mi spokoju. Z moich oczu zaczęły wypływać się łzy. Nie mogłem tego powstrzymać. Dotarłem do sali dziewczyny i pytałem się dlaczego właśnie ona musi mieć takiego pecha.
Zapukałem i usłyszałem ciche " proszę". Wziąłem się w garść, dotarłem łzy i wszedłem do środka.
Było podobnie jak w pomieszczeniu u Marco. Tylko, że z małym wyjątkiem. Na łóżku leżała Daria. Ta drobna istotka była cała blada. Była tylko jednym kabelkiem ( który miała na palcu ) podłączona do aparatury.
Nie mogłem już się opanować. Znów łzy zaczęły napływać do moich oczu, a potem je opuszczały.
- Proszę cię nie płacz. - powiedziała cichym, łamliwym głosem.
- Przepraszam, ale nie mogę w to uwierzyć. Nie mam pojęcia czym zasłużyłaś na takie coś. - powiedziałem stojąc dalej przy drzwiach.
- Może byś usiadł koło mnie, a nie podpierał drzwi. Mogę ci obiecać , że żadnych napalonych na ciebie fanek nie napuszczę.- powiedziała i lekko się uśmiechnęła. Ja odwzajemniłem gest i ruszyłem w jej stronę. A ona w połowie mojej drogi dodała. - A może jednak tak?? Sama nie wiem.
- Widać, że humor cię nie opuszcza. - powiedziałem uśmiechając się do blondynki.
- Przynajmniej zobaczyłam jak się uśmiechasz. - powiedziała radośnie. Usiadłem koło dziewczyny ( ona na swoim łóżku, ja na krzesełku obok ).
- Daria możemy porozmawiać ?? - zapytałem niepewnie.
- Tak na poważnie ??
- Tak - z jej twarzy zniknął ten promyczek radości.  Spoważniała.
- Dobrze. Pewnie się zastanawiasz, dlaczego nie Chcę spróbować walczyć z tą chorobą?- ja tylko pokiwałem głową. - Chodzi o to..... Że..... Ja..... Nie chce..... ŻYĆ -  powiedziała i się rozpłakała. Ja nie wiedziałem co robić. Zaryzykowałem, usiadłem koło niej na łóżku i ją przytuliłem. Ona wtuliła się we mnie.
- Proszę nie mów tak. Powinnaś walczyć.
- Ale ja już nie mam siły.
- Masz nas. Pomożemy ci. - dziewczyna odsunęła się ode mnie i spojrzała mi się prościusieńko w oczy. Po chwili oboje popatrzyliśmy sobie o paczałki.
- Naprawdę tak uważasz ?? - zapytała.
- Na milion procent tak =)
- Dziękuję - ( uśmiech Darii )
- Czyli się zgadzasz na walkę z chorobą??- zapytałem z nadzieją w głosie.
- Mario, ale mi zostało góra rok !! Nic się nie da zrobić. - i zaczęła znowu płakać. Kiedy się we mnie wtuliła ja też zacząłem płakać. Nie wiedziałem już co mam powiedzieć jej na pocieszenie.  Postanowiłem, że trochę po milczymy.

Trzy tygodnie później.
Daria.

Dwa tygodnie temu wyszłam ze szpitala. Dzisiaj wychodzi mój ukochany. Strasznie się cieszę z tego powodu.
Mario musiał tydzień temu wracać do Monachium. Zaprzyjaźniliśmy się. Ale jest coś takiego co mnie do niego ciągnie. Taka niewidzialna nic. Rozumiemy się bez słów, czuję się w jego towarzystwie wyjątkowo a co najważniejsze bezpiecznie.  Darzę go uczuciem, ale nie wiem jakim.  Może przez tą tajemnicę ?? Mario obiecał mi, że nikomu nie powie. Namawiał mnie też, abym powiedziała Marco, ale ja nie chcę. Wystarczy mi tylko troskliwy Götze na każdym kroku. Zaczyna mnie to wkurzać, ale wiem, że on się o mnie martwi. Chyba dobrze, że właśnie go wybrałam. Coś w środku mnie mówiło, że mam go wybrać.
Aaa!! Została jeszcze jedna nie wyjaśniona sprawa. Skąd znałam Mario ?? Więc wyjaśniam. Znałam go tak samo jak on mnie. Ze snu. Wyjaśniłam mu to podczas naszej nocnej rozmowie w szpitalu.  Poprosiłam go, aby został bo się boję. Został. Położyliśmy się na moim łóżku i przytuliłam się do niego. Tamtej nocy też mi się to przynosiło, ale już do końca. Tak jakby. Sen znowu się urwał kiedy spojrzeliśmy się na siebie. Byliśmy coraz bliżej siebie i .....
Się obudziliśmy. Jestem ciekawa co było dalej. Ale chyba już się nie dowiem.

Powrót do teraźniejszości.
   
Leniwie wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Na dworze było nawet, nawet.
Ruszyłam w stronę garderoby, aby wybrać strój na dziś. Po około pięciu minutach żmudnego wybierania wreszcie coś znalazłam. Następnym moim celem była łazienka. Po 20 minutach wyszłam z pod prysznica i wytarłam się. Założyłam wcześniej przygotowane ubrania.
Postanowiła, że włosy zostawię rozpuszczone. Jak postanowiłam tak zrobiłam.
Wyszłam  z łazienki i pokierowałam się w stronę kuchni. Postawiłam na płatki zbożowe i jogurt.
Po 10 minutach moja miska była pusta. Pozmywałam po posiłku i spojrzałam na zegarek. Wykazywała 10:30 a po Marco miałam być o 11:00. Postanowiłam się zbierać. Wzięłam torebkę, spakowałam do niej portfel, telefon i klucze.
Przed wyjściem postanowiłam napisać wiadomość dla wujka.
' Wujku idę po Marco ❤❤ Pewnie po wyjściu ze szpitala pójdziemy gdzieś. 
Nie martw się o mnie.
Kocham Cię ❤❤❤
Daria =) '
Karteczkę położyłam na stole w kuchni i wyszłam z domu. Zakluczyłam go i powędrowałam do mojego samochodziska.
Zapięłam pasy, odpaliłam silnik i ruszyłam.
Droga do szpitala trwała 25 minut. Wysiadłam z pojazdu i ruszyłam do ukochanego. Powędrowałam do sali numer 102 i otworzyłam drzwi. To co tam zobaczyłam totalnie mnie zamurowało. A mianowicie Marco.....


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Część miśki =)  
Na temat rozdziału nie będę się wypowiadać, bo zrobiłam to na początku. 

Przepraszam, że nic tak nie dodawałam, ale nie miałam totalnie czasu. 

Muszę was o czymś poinformować. A mianowicie o tym, że mam totalny zanik weny. Nie wiem co się w ogóle dzieję. Nie umiem nic wymyślać. 
Nie wiem co dalej z tym opowiadaniem.
Zastanawiam się nad jego usunięciem =( 

Liczę na wasze SZCZERE komentarze. 
Czytasz , proszę cię o komentarz.

Do następnego =) 

środa, 11 czerwca 2014

Rozdział 9 :D

Następny rozdział = 10 komentarzy :)
Anonimy proszę o podpisywanie się ;)

Mario :)

- Co jest? - zapytałem uśmiechnięty.
- Może lepiej żebyś usiadł. - powiedział przyjaciel. Jak wcześniej wszyscy rozmawiali, to teraz ucichła cała szatnia.
- Mów szybko bo zaczynam się bać !
- Chodzi o to , że  on został pobity i walczy o życie w szpitalu. Nie jest z nim dobrze. Wręcz można powiedzieć, że jest na krawędzi miedzy życiem, a śmiercią. - po tych słowach byłem przerażony. Rano miałem takie dziwne wrażenie, że coś się złego stanie. I chyba to się spełniło.
- O kogo ci chodzi ?? - zapytałem, bo nie wiedziałem o kogo chodzi.
- O twoje brata !! - teraz to już był jakiś koszmar.
- Przecież Felix do mnie co przyjechał i wszystko było dobrze. Wiec to nie on. O boże !! Chodzi wam o Fabiana !! Co z nim !!? W jakim jest stanie - teraz to chodziłem bez sensu po szatni i nie wiedziałem co miałem zrobić. Od razu Kroos mnie przytulił i krzyknął na mnie :
- Z Fabianem wszystko dobrze !!! Z Felixem też !! W ogóle nie chodzi tu o nich !! Chodzi tu o Marco Reus'a !! Przecie on jest dla ciebie jak brat wiec dlatego tak powiedziałem !! - boże !! Co z nim !!?? Ja nie przeżyje jak jemu coś się stanie !? Jak bym nie przechodził do tego klubu, bym był przy nim. Nie dopuścił bym w ogóle , aby coś się mu stało. Może i on jest starszy ode  mnie, ale to jestem jak starszy brat. Strasznie się o niego boję.
- Co z nim ?! - zapytałem roztrzęsiony
- Nie wie . Wiem tylko, że jest w ciężkim i może nie przeżyć kolejnej nocy !!
- Ja muszę do niego jechać !! - powiedziałem bez zastanowienia.
- Jedź !! My wszystko wyjaśnimy trenerowi. Jak dojedziesz to maż do nas zadzwonić i powiedzieć co z nim. Nie martw się będzie wszystko dobrze. - właśnie po wypowiedzeniu tych słów wszyscy piłkarze mnie przytulili. Zrobiliśmy wielkiego misia. - Dziękuje wam !! - powiedziałem trochę spokojniej.
Po chwili wziąłem torbę treningową i wyszedłem z szatni. Wyszedłem ze stadionu i ruszyłem w kierunku samochodu. Po niecałych 5 minutach byłem już przy maszynie.
Na tylne siedzenie włożyłem torbę i usiadłem przy kierownicy. Wziąłem kilka głębokich wdechów i włączyłem silnik. Następnie ruszyłem z pod stadionu w stronę domu. Po 15 minutowej szybkiej jazdy dotarł em do celu. Wysiadłem jak najszybciej z pojazdu i ruszyłem w stronę domu. Otworzyłem drzwi i węzłem do środka. Kiedy wszedłem do salonu zobaczyłem Felixa, który grał w FIFE.
- A ty nie miałeś być na treningu ??- zapytał zaskoczony.
- Marco miał wypadek i lecimy do Dortmundu. Pakuj się jak NAJSZYBCIEJ. - powiedziałem stanowczo ostatnie zdanie. Podkreślając słowo ''najszybciej''. Nawet nie czekałem na odpowiedz Felixa. Wbiegłem po schodach ( za mną podążał braciszek ) do swojego pokoju. Wyjąłem walizkę z szafy i zacząłem pakować do nich najpotrzebniejsze rzeczy. Pobiegłem jeszcze do łazienki i spakował do kosmetyczki kilka przedmiotów. Następnie wróciłem do pokoju i spakowałem trzymający w dłoni przedmiot do walizki. Na sam koniec zasunąłem ją i postawiłem na ziemi. Wszystkie czynności z panowaniem  zajęły mi niecałe dziesięć minut. Wyszedłem z pokoju i krzyknąłem do Felixa:
- Ja już się spakowałem. Pomoc ci w czymś, aby było szybciej ?! - odkąd pamiętam najmłodszy Götze pakował się najwolniej.
Ale to co zobaczyłem, totalnie mnie zatkało. A mianowicie młody wyszedł z walizką na korytarz. Na jego głowie panował chaos. Jazdy włos w inną stronę. Czyli mój braciszek naprawdę się spieszył :) Na jego widok, aż moje kąciki ust się podniosły. Pewnie w innej sytuacji zaczął bym się z niego śmiać, ale nie było teraz czasu.
- Jak tak dalej będziemy stać to nigdy nie dojedziemy do Dortmundu. Wiec braciszku rusz swoje cztery litery i do samochodu. - powiedział Felix, a ja się nie mògłem powstrzymać. Zacząłem się z niego śmiać. On zaraz do mnie dołączył. Ale po chwili opamiętaliśmy się i zaczęliśmy znosić swoje walizki. Czyli każdy po jednej ;) Kiedy byliśmy na dole, młody Götze założył buty i wyszliśmy z domu. Na sam koniec zakluczyłem dom i udaliśmy się w stronę zaparkowanego na podjeździe samochodu. Otworzyłem bagażnik i włożyliśmy duże przedmioty do niego. Następnie usiadłem na miejscu kierowcy, a młody obok mnie na miejscu pasażera. Zapiąłem pasy i włożyłem kluczyki do stacyjki. Odpaliłem samochód i ruszyliśmy w stronę naszego domu rodzinnego. Do Dortmundu.....
Daria ;)
- Do cholery jasnej powie Pan co z Reus'em?!?!
- Pan Reus jest w stanie krytyczny. Ledwo co go odratowaliśmy. Przykro mi, ale nic już nie możemy zrobić. Wszystko w rekach bożych.
- Można do niego wejść ?? - zapytałam.
- W tym momencie nie. Na pewno do końca dzisiejszego dnia jest to niemożliwe. Będziecie mogli wejść do niego jutro po południu. Jeśli już nie macie więcej pytań, to przepraszam, ale sobie już pójdę. Muszę zajrzeć do innych pacjentów.  - Nie, nie mamy już więcej pytań. A i dziękujemy za wszystko. - powiedział Kuba
- Podziękujecie mi kiedy Pan Marco wyjdzie ze szpitala. A teraz przepraszam. Do widzenia. - po tych słowach lekarz poszedł w swoją stronę. Pewnie do innych pacjentów tego szpitala.
Ja podeszłam do szyby przy sali Marco i zaczęłam patrzeć na niego. Nie mogę sobie tego darować. To jest i wyłącznie moja wina. Po co ja tu przyjeżdżałam !! Jak bym została w Polskę to teraz wszyscy by byli tutaj szczęśliwi. Może jak bym popełniła samobójstwo, to wszyscy by byli szczęśliwi ?? Ale z drugiej strony, niektórzy by się załamali. A myślę tu o wujku Jürgen'ie, dziadkach i Marco. Czyli, że nie mogę tego zrobić. Muszę żyć !!
Z moich jakże ważnych rozmyśleń wyrwał mnie głos... Skąd z go kojarzę, ale nie wiem skąd. Odwróciłam się i zobaczyłam... Osobę, która była po śmierci rodziców jak drugi tata. A czasem i może mama :) A była to legenda Borussii Dortmund. A mianowicie Dede :)
Od razu rzuciłam mu się na szyje. Dede mnie jak zawsze mocno przytulił. W pewnym momencie poczułam, że tracę grunt pod moimi nogami. Były piłkarz pszczółek obrócił mnie kilka razy wokół własnej osi. Następnie postawił mnie na ziemi. Kiedy zobaczyłam z bliska jego twarz, to ujrzałam nie tak młodą twarz jak kiedyś. Pod oczami było widać trochę zmarszczek. Jak i na całej twarzy.
Pamiętam jak mówił, że zawsze będzie młody. Nigdy nie będzie zmarszczek. Ale jednak się  przeliczył. Kocham tego człowieka. Na myśl wspomnień moje kąciki ust się podniosły. Ale nie na długo. Po chwili wróciły wspomnienia z ostatniego dnia.
- Wiesz słodziaku, że ja kocham, kiedy się uśmiechasz. Bo wtedy wiem i czuję, że mogę góry przenosić:) - powiedział, a w moich oczach pojawiły się łzy. Ale nie były to zły smutku. Były to łzy szczęścia.  Odkąd pamiętam Dede zawsze mi tak mówił kiedy płakałam. Wtedy zawsze powracał na moje usta uśmiech.
- Przez te dwa długie lata brakowało mi ciebie i twoich wypowiedzi, które zawsze mnie pocieszały, rozweselały. - powiedziałam i spojrzałam w jego brązowe tęczówki.
- Ja za tobą jeszcze bardziej. - z i znowu się przytuliliśmy.
- A nie bo ja :) - zaczęliśmy się przekomarzać jak za dawnych lat. Trwało to jakieś pięć minut, ale trwało by to dłużej gdyby piłkarze się nie wtrącili.
- Dosyć tego !! - zarządził Leo
- Tak jest !! - odpowiedzieliśmy jednocześnie.
- My też chcemy się przywitać z Leonardo de Déus Santos - powiedział oficjalnie Sebastian.
- A nie lepiej mówić po prostu Dede?? - zapytałam pszczółki.
- Oj tam :) - powiedział i machnął ręką Sebastian. 
- To ile mam na was czekać, abyście się ze mną przywitali ?? - powiedział Leonardo.
- Ani sekundy dłużej !!  - powiedział teatralnie Sebastian.
I się zaczęło :) Każda pszczółka podchodziła do legendy Borussii Dortmund i się przytulała. A i choć tam sobie do ucha mówili. Na nam koniec przywitał się wujek Jürgen. Z nich to był ubaw. Nie dość, że podali sobie ręce to zaczęli się całować po policzkach na powitanie. Wszyscy ( no oprócz witającej się dwójki ) leżeliśmy ze śmiechu na podłoże, a raczej tarzaliśmy się.
- Co w tym jest śmiesznego ?! - zapytał wujek.
- Nie no skąd !!- powiedział ironicznie Kevin.
- Też tak myślę. - powiedział Brazylijczyk i się uśmiechnął.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Teraz to leżały ze śmiechu nawet sprawcy tego. Po jakiś dwudziestu minutach uspokoiliśmy się.
- Brakowało nam ciebie :) - powiedział Sebastian. A każda pszczółka, wujek i ja potaknęliśmy głową na, że to prawda.
- Mi was też brakowało. - powiedział wzruszony Brazylijczyk. - A teraz może MISIO ?? - dodał po chwili.
Nie trzeba było czekać na odpowiedz. Wszyscy się przytuliliśmy do siebie i zrobiliśmy tak zwanego misia bądź wielkiego przytulasa. Jak kto woli. Po dziesięciu minutach odkleiliśmy się od siebie.
- Bo my tu tak teraz stoimy i się bawimy. A ja tu przyjechałem, aby dowiedzieć się co z Reus'em. Może mi ktoś powiedzieć co z nim ?? - odezwał się Dede.
I właśnie w tej chwili, każdemu bez wyjątku zniknął uśmiech z twarzy. Wszyscy przypomnieliśmy sobie co się stało.  Nikt z nas nie wiedział co ma powiedzieć. Wiedz ja postanowiłam wszystko opowiedzieć. 
- To może ja ci wszystko wyjaśnię. Ale może lepiej będzie jeśli usiądziesz. - usiadłam na szpitalnym krześle, a obok mnie usiał Dede. A obok nad znaleźli się piłkarze. Łukasz mnie przytulił. Wzięła głęboki oddech i zaczęłam opowiadać.

Mario ( trzy godziny później )

Właśnie dojechaliśmy do szpitala w Dortmundzie. Zaparkowałem w jak najbliższym miejscu i zgasiłem silnik. Odpięliśmy pasy i wysialiśmy z samochodu. Następnie ruszyliśmy w stronę wejścia do szpitala. 
 Prawdę mówiąc byłem strasznie wyczerpany. Najchętniej bym położył się spać na wygodnym łóżku po podróży. Ale nie mogę!! Muszę się dowiedzieć co z moim przyjacielem.
Felix podczas podróży trochę się zdrzemną. Zazdroszczę mu :)
Ale teraz jest to wszystko nie ważne !!
 Weszliśmy do szpitala i od razu podeszliśmy do recepcji.
- Przepraszam. W jakiej sali leży Marco Reus ?? - spytałem się siedzącą kobietę za ladą.
- A kim pan jest ?? - Odpowiedziała pytaniem. 
- Jestem jego najlepszym przyjacielem. Jesteśmy dla siebie jak bracia. - powiedziałem i na koniec wymusiłem uśmiech na mojej mordce.
- Jeśli tak to Pan Reus leży na drugim piętrze w sali numer 10. - powiedziała pielęgniarka i odwzajemniła gest. Tylko, że z małą różnicą. U niej był to naturalny uśmiech.
- Dziękuje pani!! - powiedziałem i ruszyłem z Felix'em w stronę sali Marco.
Po dziesięciu minutach znaleźliśmy się na drugim piętrze. Tylko proszę nie pytajcie dlaczego :( Ten dzień na pewno nie zaliczę do udanych. Kiedy znaleźliśmy się już na korytarzu na wtórym leżał mój przyjaciel, zauważyłem pszczółki. Ale ty o nie koniec wśród nich był trener, jakaś dziewczyna, która była przytulona do.... Dede !! Nie mogę w to uwierzyć !! To on !!
- Dede ?! - krzyknąłem. Sam nawet nie wiem po co. Stało się :(
Wszystkie pary oczu się na mnie zaczęły patrzeć. Dede wstał z miejsca i zaczął iść w moją stronę.
- Kogo ja widzę !! Mario !!- po kilku sekundach byliśmy do siebie przytuleni. Strasznie mi go brakuje :( Właśnie od niego nauczyłem się wiele rzeczy. Pewnie jak nie on to bym nie był, aż tak zdolny :)
- Tęskniłem za tobą:( - powiedziałem.
-Jak za tobą jeszcze bardziej !! - powiedział Dede.
- Dede weź się przesuń bo ja też chce się przywita, z gwiazdą Bayernu München.- powiedział Sahin. I wszyscy piłkarze znaleźli się do okola mnie.
- Ej !! Ja byłem pierwszy - wtrącił się Mats
- Nie bo ja !! - powiedział, a raczej krzyknął Kuba.
- Sorry panowie, ale najpierw ja się przywitam z tym młodzieńczym !! - rozkazał mój mentor. Był, jest i będzie dla mnie jak drugi tata. 
- No dobra - powiedzieli chórem i odsunęli się ode mnie. 
Przy nich nie da się nie śmiać. Poprawili mi humor :) Właśnie tego brakuje mi w Bayernie :(
Ale wróćmy do tematu.
Na początku podszedł do mnie trener i mnie przytulił, a potem to już był jeden wielki chaos. Każda pszczółka chciała się ze mną przywitać, ale nie mogli dogadać się kto pierwszy. Więc w końcu wyszło tak, że zaczęli się przepychać. W pewnym momencie wylądowałem na ziemi, a pszczółki na mnie. Oczywiście wszyscy zaczekaliśmy się śmiać.  Zrobiliśmy kanapkę :) Strasznie za tym tęsknie. Pamiętam, że po prawie  każdym z ważniejszych strzelonych goli właśnie coś takiego robiliśmy. Po piętnastu minutach ogarnęliśmy się. Spojrzałem na dziewczynę , a ta ani nie drgnęła. 
-Co to za dziewczyna ?? - spytałem chłopaków.
- Choć. Poznacie się!! - rozkazał Piszczek. Nie za protestowałem. Kiedy stanąłem obok dziewczyna, ta momentalnie podniosła się z krzesełka. Kiedy ujrzałem jej smutną twarz zaniemówiłem to ona !! Jej mina po chwili miała taki sam wyraz twarzy. Zdziwienia.
- To ty !! - powiedzieliśmy równocześnie. W pewnym momencie dziewczyna zaczęła tracić przytomność. Zaczęła opadać ku ziemi. Na szczęście miałem rewelers  i  ją złapałem. Byłem przerażony.
- Idźcie po lekarz - powiedział Dede. Kuba i Piszczek ruszyli pędem.
-Mario sprawdź jej puls !! - rozkazał Jürgen. Zrobiłem co kazał. Sprawdziłem. 
Miała ........



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A początku chciałabym was przeprosić, że dopiero teraz, ale wczoraj było zebranie i mialam małą karę :(
Ale już ją wykonałam i jestem. 
Jak wiecie dziesięć komentarzy i następny post. Chce po prostu wiedzieć, czy ktoś to czyta.

Jak myślicie co będzie z Darią ??

^.^ CZYTASZ = KOMENTUJESZ *.*

CAŁUSY :*